Share this...
Facebook
Twitter

Desna jest jedną z największych rzek Ukrainy. Na jej brzegach leży niezliczona ilość miast i miasteczek, lecz promów, które by je ze sobą łączyły, jest niestety coraz mniej. Przeprawy promowe zachowały się w takich miejscowościach jak Desniańske, Redycziw i Makoszyne, a most pontonowy — w miejscowościach Byryne i Maksaky. Interesujące jest to, że w przeciwieństwie do promów na Dniestrze (więcej w naszym artykule o promach na Dniestrze), te, które pływają na Deśnie zrobione są z drewna, a nie z metalu.

Z promów korzysta się codziennie — ułatwiają one przemieszczanie się z miejscowości do miejscowości, bez konieczności robienia niepotrzebnych kilometrów. I tak jest na przykład z trasą Łuhowe – Szostka, która liczy 48 km. Żeby przedostać się nią z Mezyna, trzeba zrobić dodatkowe 48 kilometrów. Więc o wiele szybciej jest popłynąć promem na drugi brzeg Desny i pojechać inną drogą.

Prom w Mezyni

Prom w Mezyni działa od około 80 lat. Jego konstrukcja składa się z dwóch połączonych ze sobą bajdaków. Wcześniej w tym celu wykorzystywano drewniane łodzie, które dziś zastąpiły metalowe. Łączono je ze sobą i smarowano smołą, by nigdzie nie przeciekały. Nurt rzeki uderza w bok prom, co wprawia go w ruch, pchając go do przeciwległego brzegu. Dzięki temu sternik nie musi wkładać wielkiej siły aby nim kierować.

Kiedyś prom służył głównie do transportowania krów na pastwiska, a dziś przyjeżdżają tu wędkarze i turyści.

Bajdaki
rzeczne płaskodenne statki o długości 30 – 60 metrów.

Serhij

Serhij Dudko od 27 lat pracuje na promie w Sosnyci. W latach 90. nikt się nim nie zajmował, prom mógł pływać bez załogi, jednak wtedy wszystko odbywało się dość chaotycznie. Wtedy postanowiono zebrać grupę młodych chłopców, którzy chcieliby pracować na promie. I od tego momentu Serhij zaczął uczyć się nowego zawodu, wcześniej pracował jako murarz. Mężczyzna przyznaje, że zaczął pracować na promie, gdyż potrzebował jakiejkolwiek pracy. Z biegiem czasu przyzwyczaił się jednak do swojego nowego zawodu i teraz nie wyobraża sobie życia bez promu. Od dziesięciu lat dzierżawi go od lokalnej społeczności, ponieważ wcześniej była to własność kołchozów:

— Teraz to własność społeczności lokalnej. Kiedy rozpadały się kołchozy, te wszystkie monopole, zdecydowaliśmy, że nie będziemy tego ciąć, a przekażemy sołectwu. Rada wydzieliła nam majątek, no prom, kombajn, traktor, coś w tym stylu. A na prom został ogłoszony konkurs — i pisma, koperty, sejfy, wszystko było na poważnie. Koniec końców, wygraliśmy go.

Serhij nie jest jedynym sternikiem promu, ma zmiennika:

— My to jest wtedy, gdy jest nas więcej niż jeden. Jesteśmy we dwóch. Ja i mój zmiennik.

Zmiany odbywają się co dwie doby. Pracują w weekendy, święta i bez względu na warunki pogodowe. Grafik pracy jest dzienny, jednak zawsze muszą być przygotowani na ewentualny przejazd służb ratowniczych w nocy:

— Miałem kiedyś taką zmianę. Dzień był spokojny, kilka samochodów nic nadzwyczajnego. Wróciłem do domu, była gdzieś 11, a tu telefon z pogotowia, że trzeba kogoś przewieźć. Dobrze, przyjechałem z powrotem, gdzieś o wpół do drugiej znowu telefon! Chory — znowu trzeba wieźć. Przewiozłem go o 4 rano, i nie wróciłem do domu, aż do drugiej zmiany.

Prom działa codziennie do czasu, gdy zamarza Desna. Gdy rzekę pokryje wystarczająco gruba tafla lodu, buduje się specjalne podjazdy dla samochodów, aby same mogły przejechać na drugi brzeg. Jeżeli tafla nie jest wystarczająco gruba, aby wytrzymać ciężar samochodu, obsługa promu wyrąbuje przerębel, tak aby mógł przepłynąć prom. W momencie gdy pojawiają się kryształki lodu na powierzchni przerębla, przez rzekę przeciąga się liny, do których przymocowane są drewniane kloce, na których osadza się śryż. Dzięki temu zabiegowi chroni się nie tylko przerębel, ale i sam prom.

Serhij ma ręce pełne roboty. Każdy dzień wygląda nieco inaczej. Najwięcej ludzi korzysta z przeprawy w święta religijne, takie jak święto Pokrowy czy Przemienienia Pańskiego. W takie dni ciężko znaleźć czas na odpoczynek. Natomiast w sobotę wcześnie rano sporo ludzi wybiera się na bazar, by sprzedawać swoje produkty. Około dziesiątej natłok ludzi zmniejsza się:

— W sobotę pracujemy do piątej, ponieważ do tej godziny wszystko jest już zamknięte. W niedzielę rano raczej wszyscy śpią. A w tygodniu — od rana do wieczora — cały dzień. Jeżdżą głównie rolnicy, czasem jakiś agronom czy inżynier. Jeśli coś się wydarzyło, to miotają się tam i z powrotem.

Śryż
Drobne cząstki lodu, które są zbite w gąbczastą, nieprzezroczystą masę, etap poprzedzający tworzenie się tafli lodu.

Nawet jeżeli trafi się tylko jedna osoba chcąca przepłynąć na drugi brzeg, nie odmawia się jej. Każdy pasażer jest ważny:

— Nie mam takiego zasięgu jak państwo. Dla państwa nie ma różnicy czy sto czy dwieście ludzi, a tutaj trzeba wziąć jedną osobę. I jak mam do przewiezienia jedną babcię – to powinienem ją wieźć pięć, dziesięć minut… No, że nie muszę się nigdzie spieszyć.

Ceny, które obowiązują na promie są bardzo demokratyczne. Dla miejscowych istnieje pewnego rodzaju zniżka, a ten kto nie może zapłacić, może pojechać za darmo:

— Mamy tutaj taką zasadę dotyczącą pieniędzy. Są dwie kategorie ludzi, których tutaj przewożę. Miejscowi mieszkańcy pekariwskiego sołectwa, w którego skład wchodzą cztery wsie. No i oni płacą 50 procent. A jeżeli chodzi o pieszych oraz rowerzystów, to im w ogóle pozwalam, jeśli człowiek chce zaoszczędzić, to proszę. Oni w ogóle nie płacą.

Oprócz przewożenia ludzi, na pokładzie zawsze znajdzie się jakaś inna praca, czy to trzeba coś naprawić, czy też udoskonalić:

— Mam w samochodzie wiertarkę elektryczną, przykręciłbym deskę, o tam się rusza. Głównie takimi rzeczami się zajmuję. Zawsze trzeba coś naprawić…

Serhij nie zawsze przewozi samych ludzi, zdarzają się też ciężarówki i traktory. Wcześniej promem przewożono stada krów na pastwisko. Zaganiano je na pokład, zamykano zasuwę i przewożono na inny brzeg.

Dawna przeprawa

Przeprawa w Sosnyci w obecnej formie działa od 1984 roku. Lecz prom tendziałał dużo wcześniej, jeszcze przed Związkiem Radzieckim:

Pojęcie promu istnieje odkąd ludzie pamiętają.

Wcześniej budowano promy z drewnianych bali, troszkę mniejsze niż te obecne, ale wystarczająco duże, by zmieściła się na nich furmanka. Serhij opowiada jak z biegiem lat ewoulował ten środek transportu:

 

— Po stu latach zamieniliśmy drewno na żelazo, a na miejsce liny z konopi daliśmy walcówkę. Plan na następne sto lat to przymocowanie tutaj jakiegoś silnika.

Walcówka
Ogólna nazwa stalowego drutu o okrągłym przekroju.

Prom zaczyna poruszać się dzięki ruchowi, który musi wykonać kierujący, zaczepiając “kałatuszkę” o linę. Czasami można obejść się bez niej, wystarczy założyć rękawice. Serhij zaczepia urządzenie o linę, naciąga ją za plecami i używa ciężaru własnego ciała. Najczęściej ta metoda jest wykorzystywana w zimie, kiedy są problemy z poruszaniem się promu.

— Nie kieruję promem tak po prostu, muszę go ciągnąć. Trzeba go naprawiać, utrzymywać, wypuszczać. A więc kałatuszką trzesz, ciągniesz, ona przekręca linę i płyniemy. Żeby przycumować – słupki muszą się zejść ze sobą.

Paradoksalnie prościej jest kierować promem gdy pogoda nie dopisuje, gdyż krople deszczu wsiąkają w linę, niczym smar i dzięki temu nie trzeba wielkiego wysiłku, by nim sterować.

Kałatuszka
Drewniana pałka ze specjalnie wyciętym rowkiem.

Praca na promie wymaga uwagi i skupienia. Trzeba zwracać uwagę kierowcom, gdzie stawiają swoje samochody. Jeden nieostrożny ruch i auto może wylądować w wodzie:

— Wydaje mi się, że w naszej pracy nie ma czasu na siedzenie w telefonie. Zawsze jest coś do roboty.

Serhij nigdzie nie uczył się swojej profesji. Jego umiejętności przyszły wraz z doświadczeniem. Na początku trochę wstydził się zwracać uwagę kierowcom, gdy źle zaparkowali. Jednak z biegiem czasu nauczył się odpowiednio z nimi porozumiewać, i jak trzeba, to nawet ostro zwrócić uwagę:

— Dzięki doświadczeniu teraz wiem, jak mam się zachować. Wszystkiego dowiaduje się w pracy.

Jak pracowaliśmy nad filmem

To już druga seria o Siewierszczyźnie, w której pokażemy kilka pałaców tego regionu, m.in Kaczanówkę i Gałaganów, odwiedzimy pomnik Bohaterów Krut, jak również porozmawiamy z Asyryjczykami z Niżyna, posłuchamy gry bajanisty z Królewca. Później odwiedzimy również sady jabłkowe i całkiem przypadkiem trafimy na zakończenie roku szkolnego. Ostatnim punktem trasy będzie przejażdżka promami, o których niebawem pojawi się nowy materiał.

Nad materiałem pracowali

Założyciel Ukrainera:

Bohdan Łohwynenko

Autorka:

Anna Ostrowercha

Redaktorka:

Tania Rodionowa

Producentka:

Natalia Panchenko

Olha Szor

Fotograf,

Operator,

Reżyser dźwięku:

Pawło Paszko

Fotografka:

Maria Petrenko

Operator:

Ołeksandr Portian

Reżyserka montażu:

Julia Rubłewska

Reżyser:

Mykoła Nosok

Redaktor zdjęć:

Ołeksandr Chomenko

Transkryptorka:

Anna Iwanowa

Menadżerka treści:

Julia Bezpeczna

Tłumaczka:

Justyna Błaszczak

Redaktorka tłumaczenia:

Małanka Junko

Korekta:

Bartosz Wojtkuński

Śledź ekspedycję