Lęk i nienawiść w ZSRR: jak naprawdę żyło się w „złotej epoce radzieckiej stabilności”

Share this...
Facebook
Twitter

Minęło ponad 30 lat od czasów rozpadu najbardziej totalitarnego neoimperium na świecie — Związku Radzieckiego. Nie mniej jednak, jego wizerunek jako swoistej oazy wygody i spokoju nadal żyje w pamięci (lub wyobraźni) całego pokolenia starszych ludzi, żyjących w czasach ZSRR. Owy okres obejmował lata ich młodości, gdy wszystko wokół wydaje się być bardziej kolorowe. W ten sposób osoby te zaczynają rozprzestrzeniać wśród współczesnej młodzieży mit o tym, jak dobrze się żyło za czasów ZSRR, a może nawet lepiej, niż teraz. Ten wymysł, zbudowany na ideologicznych stereotypach o dobrobycie socjalnym i komforcie w dobie tak zwanego „przestoju”, jest niebezpieczny i potrzebuje analizy.

Mit o „złotej epoce” w ZSRR został zbudowany przez radziecki system: znajdując się za „żelazną kurtyną” ludzie raczej nie mieli możliwości, z własnego doświadczenia. porównać poziom życia w różnych krajach, a cenzura i propaganda tylko wychwalały ówczesny reżim nie dopuszczając ani krzty krytyki. Okres rządów Leonida Breżniewa był ważny między innymi z powodu stworzenia radzieckiej narracji o wielkości ZSRR oraz przewagi „radzieckich wartości i sposobu życia” nad tymi, które istniały w krajach Zachodu. Swoją rolę w obecnym szerzeniu radzieckich mitów również odgrywa czynnik ludzki: z perspektywy kilkudziesięciu lat, wady ówczesnego życia nie wydają się być takimi krytycznymi lub w ogóle są zapominane.

Człowiek radziecki i jego sposób życia

Już po II wojnie światowej (czyli w trakcie trwania Zimnej wojny) Związek Radziecki zbudował cały swój byt w oparciu o „wyprzedzenie i prześcignięcie” krajów zachodnich, a przede wszystkim USA. Takie „wyprzedzanie” na ogół przybierało dziwaczne oraz absurdalne formy. Na przykład, wytopienie większej ilości żeliwa od USA (niezależnie od realnego zapotrzebowania na ten stop oraz efektywności włożonego w to wysiłku). Czy też tak zwane kosmiczne wyścigi, kiedy badania kosmosu z pracy naukowej przekształciły się w naukowo-technologiczną rywalizację krajów.

Jednakże obszarem, w którym władze radzieckie ciągle ponosiły klęskę (do czego, oczywiście, się nie przyznawały), był brak zapewnienia komfortowych warunków życia swoich obywateli. Istniało ku temu wiele powodów, lecz główny polegał na tym, że większą część pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży surowców energetycznych, inwestowano nie w sferę socjalną, a w przemysł wojskowy, wspieranie dyktatur oraz ruchów partyzanckich „krajów trzeciego świata”. Usiłowanie dominowania na arenie światowej oraz ciągłe przygotowania do III wojny światowej odsunęły na margines życie powszednie człowieka radzieckiego i jego potrzeby, takie jak mieszkanie, jedzenie, odzież, usługi medyczne, wykształcenie, rozrywkę itp.

Kraje trzeciego świata
Powstały podczas Zimnej wojny termin polityczny, określający kraje, które nie należały ani do świata zachodniego, ani do bloku wschodniego.

Po śmierci Józefa Stalina sytuacja choć powoli, ale zaczęła zmieniać się na lepsze. Najwyższy poziom dobrobytu człowiek radziecki osiągnął za rządów Leonida Breżniewa (w latach 1964–1982). Radzieccy ideologowie, na czele z Michaiłem Susłowym, usiłowali „scementować” te wskaźniki dobrobytu w ideologicznej narracji, którą w krajach byłego ZSRR przyjęto pod nazwą „sowok”, natomiast wtedy nazywała się „rozwiniętym socjalizmem”.

W 1976 roku, podczas XXV Zjazdu KPZR, Leonid Breżniew po raz pierwszy wspomniał o pojęciu „radzieckiego sposobu życia”. Zdaniem ówczesnego pierwszego sekretarza, oznaczał on „atmosferę prawdziwego kolektywizmu, zjednoczenie, przyjaźń wszystkich nacji i narodów kraju, która wzmacnia się z każdym dniem, zdrowie moralne, które robi nas silnymi i wytrwałymi, — tak bardzo żywe granice naszego sposobu życia, tak wielkie osiągnięcia socjalizmu, że weszły do naszego ciała i krwi”.

Jaki był tak naprawdę „radziecki sposób życia”? Czy rzeczywiście wszystko było tak dobrze, jak czasami się o tym opowiada? Spróbujmy to zrozumieć, przyjrzawszy się różnym elementom codzienności oraz sferom usług, z którymi miał styczność człowiek radziecki.

Internacjonalizm i przyjaźń narodów

Jednym z fundamentalnych filarów radzieckiej machiny propagandowej była tak zwana zasada „proletariackiego internacjonalizmu”. Z jego pomocą władze radzieckie próbowały pokazać, że piętnaście oddzielnych związkowych republik, a także ponad dziesięć różnych autonomii mogą współistnieć w granicach jednego sojuszu bez żadnych międzyetnicznych konfliktów, gdyż ksenofobii, dyskryminacji narodowych lub szowinizmu w ZSRR jakoby nie było. To, jakiej narodowości lub rasy jest człowiek radziecki, nie ma żadnego znaczenia, ponieważ Związek Radziecki — to kraj internacjonalizmu oraz przyjaźni narodów.

W rzeczywistości sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Tak naprawdę same władze Związku Radzieckiego prowadziły politykę ksenofobii (od czego nie stroni również współczesna Rosja). Po masowych stalinowskich deportacjach tak zwanych „małych narodów” (między innymi Tatarów krymskich, lecz nie tylko ich) po 1950 roku tylko niektórym pozwolono wrócić do ich miejsc stałego zamieszkania. Niestety, nawet powrót z deportacji nie chronił tych ludzi przed państwowymi ograniczeniami i dyskryminacją. Dla przykładu, istniał jawny administracyjny nadzór milicji. Ludzie, którzy faktycznie wrócili do domu po przymusowym wysiedleniu, byli zmuszeni ciągle zawiadamiać dzielnicowego o miejscu swojego pobytu.

Oprócz tego istniały również ograniczenia nieformalne. Na przykład, przedstawiciele narodów deportowanych nie mogli uczyć się określonych zawodów. Przyszły prezydent Iczkerii Dżochar Dudajew, żeby dostać się do Wyższej Wojskowej Szkoły Lotniczej w Tambowie, musiał w dokumentach zaznaczyć narodowość „Osetyjczyk”, która była bardziej „poprawna” z punktu widzenia władz partyjnych, w odróżnieniu od „niepoprawnej” narodowości czeczeńskiej.

Podobna historia wydarzyła się z liderem Tatarów krymskich Mustafą Dżemilewem. Po ukończeniu szkoły zamierzał studiować wschodoznawstwo na Środkowoazjatyckim Uniwersytecie Państwowym, jednakże kierownik katedry filologii arabskiej powiedział wprost, że chłopak nie zda egzaminu, bo Tatarzy krymscy nie są tu mile widziani. Tak właśnie wspominał ową politykę Mustafa Dżemilew, który zresztą został działaczem politycznym i obrońcą praw:

— Właśnie z tego powodu wśród Tatarów krymskich jest dużo budowlańców, lekarzy, inżynierów, wykładowców języka rosyjskiego i literatury, ale mało dziennikarzy, historyków i prawników. Całkowicie zakazane było składanie dokumentów do wyższych uczelni wojskowych.

Oprócz tego, w latach 60. w ZSRR rozpoczęła się kampania „walki z syjonizmem” (syjonizm – ruch europejskich Żydów, dążący do utworzenia państwa żydowskiego. – red.). Spowodowane to zostało kryzysem politycznym relacji radziecko-izraelskich. Zasłaniając się polityką walki z syjonizmem, władze partyjne faktycznie zajmowały się antysemityzmem. Być Żydem w ZSRR oznaczało być „niewyjezdnym”, czyli nie móc wyjeżdżać poza granice państwa. Obowiązywał ukryty zakaz rekrutacji żydowskich kandydatów, na przykład, na kierunki matematyczne największych uczelni państwa. Istniał organ specjalny – Antysyjonistyczny Komitet Radzieckiego Społeczeństwa, który zajmował się antysemicką propagandą. Jak na ironię, przewodniczącym tego organu był Żyd, generał KGB Dawid Draguński.

Komitet Bezpieczeństwa Narodowego (KGB)
Organ władzy państwowej ZSRR, do zadań którego należał wywiad, kontrwywiad, walka z nacjonalizmem, nonkonformizmem oraz antyradziecką działalnością. W Federacji Rosyjskiej następczynią prawną KGB została FSB (Federalna Służba Bezpieczeństwa).

Poza szowinizmem w polityce państwowej, ZSRR miał spore problemy w relacjach międzyetnicznych, które sporadycznie zamieniały się w masowe zamieszki. Rzecz w tym, że w trakcie podziału administracyjnego ZSRR, czyli kształtowania jego socjalistycznych republik, autonomii itp., praktycznie nie uwzględniono kwestii etnicznych. Przedstawiciele jednej narodowości mogli się znaleźć w narodowościowej autonomii (oczywiście formalnie), znajdującej się w składzie innej republiki. Ignorowanie szeregu konfliktów etnicznych było typowe również dla armii radzieckiej, gdzie żołnierze służby zasadniczej łączyli się w tak zwane nieformalne ziomkostwa zgodnie z przynależnością do określonego narodu, co doprowadzało do konfliktów międzyetnicznych.

Poza Siłami Zbrojnymi Związku Radzieckiego, takie konflikty miały miejsce również wśród ludności cywilnej. Na przykład, w 1981 roku w mieście Ordżonikidze, położonym w Osetii Północnej, odbyła się masowa bójka z pogromami pomiędzy Osetyjczykami i Inguszami, którzy powrócili z miejsc deportacji. Bijatyka trwała trzy dni — od 24 do 26 października, zanim nie została stłumiona siłami wojsk wewnętrznych oraz milicji. W wyniku bijatyki jeden człowiek zginął, kilkaset zostało rannych i poszkodowanych.

Masowymi zamieszkami z ofiarami skończyły się także protesty w największym mieście Kazachstanu Ałma-Ata w grudniu 1986 roku (od 1992 roku miasto nazywa się Ałmaty). Wówczas protestujący, głównie młodzi Kazachowie, wymagali, aby kierownikiem Republiki Kazachskiej wyznaczyć Kazacha. Przyczyną takich wymagań były między innymi obawy Kazachów, że razem z przyjściem „niekazachskiego” zwierzchnika, wzrośnie jeszcze bardziej rusyfikacja i ucisk ich narodu.

Jednakże najbardziej pokazowe były wydarzenia już u kresu istnienia ZSRR — w miastach Nowy Uzeń (obecnie Żangaözen w Kazachstanie) oraz Fergana (miasto na wschodzie Uzbekistanu) w 1989 roku. W pierwszym, bójka na dyskotece między Kazachami a przedstawicielami narodowości kaukaskich przerosła w konflikt międzyetniczny (17–28 lipca) z ofiarami, do stłumienia którego wykorzystano nawet pojazdy opancerzone. Fergańskie pogromy były związane z konfliktem międzyetnicznym pomiędzy Uzbekami a Turkami meschetyjskimi, w wyniku którego zginęły 103 osoby i ponad 100 zostały ranne. Początkowo ten konflikt został spowodowany kłótnią domową.

Darmowe mieszkania

Jeden z głównych mitów o „złotej epoce” ZSRR dotyczył darmowego mieszkania. Ponoć biedni amerykańscy robotnicy byli zmuszeni przez całe życie wypłacać hipoteki, a w ZSRR władze rozdawały mieszkania za darmo.

Od razu na myśl przychodzi jedna z głównych zasad ekonomii, która działa również dla państw socjalistycznych: jeśli coś się rozdaje za darmo, to oznacza, że ktoś już za to zapłacił. Koszty „darmowych mieszkań” w ZSRR ponosili sami obywatele, co prawda nie bezpośrednio. Były one znacznie wyższe, niż u Amerykanów, którzy spłacali hipoteki. Władze radzieckie również niejednokrotnie zaznaczały, że nie są w stanie w pełni zapewnić mieszkania dla każdego.

Aby dostać bezpłatne mieszkanie (chyba że, człowiek pracował w strukturach siłowych lub aparacie partyjnym), trzeba było się doczekać na swoją kolej. Czekać trzeba było przez kilka lat, a czasami nawet przez dziesięciolecia. Często się zdarzało, że człowiek umierał zanim nastąpiła jego kolej.

Dostać można było tylko to mieszkanie, które zostało przydzielone, czyli nie było miejsca na decydowanie o tym, w jakiej dzielnicy, na którym piętrze lub nawet ile pokoi będzie w mieszkaniu. Stwarzało to oddzielny rodzaj korupcji, w którym można było „załatwić” coś z odpowiednimi organami, żeby dostać mieszkanie wcześniej lub o lepszym standardzie.

Niemniej jednak, otrzymane mieszkanie nigdy nie było własnością radzieckiego człowieka. Należało do tego przedsiębiorstwa lub zakładu, które go wydało tej osobie. De facto, był to bezterminowy wynajem. Sprzedaż takiego mieszkania nie była możliwa. Stworzyło to kolejną formę kontaktów ekonomicznych w ZSRR — „zamianę”, kiedy jedni ludzie zamieniali się mieszkaniem z innymi. Czasami trzeba było stworzyć cały łańcuch, składający się z kilku uczestników „zamiany” w różnych miastach, aby dokonać poprawnej wymiany. Opuszczenie tego systemu przez kogoś rujnowało cały proces.

Budownictwo mieszkań na skalę masową w ZSRR było zapewniane kosztem ogromnych podatków, które spłacali zwykli radzieccy robotnicy i rolnicy, a także poprzez skup za pół darmo produktu końcowego w zakładach, na które państwo posiadało monopol. Mimo tak skomplikowanego i w dużej mierze niewolniczego systemu zapewniania warunków życia, ludzie w dużym stopniu byli z niego zadowoleni w latach 1960-80, gdyż większość z nich przeprowadzała się do tych mieszkań ze stancji oraz mieszkań komunalnych. Z drugiej jednak strony, czy człowiek radziecki miał w ogóle wybór?

Fenomen „komunałki” (mieszkania komunalnego – przyp.red.) był bardzo ważny dla okresu radzieckiego lat 1920-40, kiedy to Włodzimierz Lenin, a później Józef Stalin próbowali stworzyć „nowego radzieckiego człowieka”, który miał być pozbawiony „uprzedzeń burżuazyjnych”, wśród których były wymagania co do wygody oraz indywidualizmu (w kontekście wyodrębnienia, prywatności). Wspólne zamieszkanie pod jednym dachem z obcymi ludźmi oraz korzystanie ze wspólnej kuchni, łazienki i innych pomieszczeń, miało wychować u ludzi radzieckich poczucie wspólnoty, a także „oduczyć” ich pojęcia własności prywatnej.

Podczas II wojny światowej sytuacja z mieszkaniami znacznie się pogorszyła. Ludzie mieszkali wszędzie, gdzie tylko mogli znaleźć schronienie: na poddaszach, w piwnicach, spiżarniach, kanciapach, suterenach. Własnymi siłami budowali baraki i kopali ziemianki, udamawiali przestrzenie niemieszkalne pomieszczenia, jak stodoły, szopy, spichlerze. Dlatego kiedy za czasów rządów Nikity Chruszczowa (lata 1953–1964) rozpoczęło się masowe budownictwo osiedli mieszkaniowych, choć słabej jakości i o małych gabarytach (które mimo, że nie zapewniały w pełni prywatności, były bardziej dostępne), ludzie odbierali to jako dar losu i ogromną łaskę od państwa.

Sytuacja z mieszkaniami zaczęła się zmieniać wraz z pojawieniem się tak zwanych „breżniewek” lub, jak je jeszcze nazywano, „ułuczszonek” (z ros. „ułuczszenije” czyli polepszenie). Były to mieszkania większych rozmiarów, z windami i zsypami na śmieci, oddzielnymi łazienkami oraz lepszym układem. Otrzymanie przydziału na takie mieszkanie było zdecydowanie trudniejsze, niż w przypadku „chruszczowek”. Faktycznie zaczynając od lat 70., człowiek radziecki zaczyna rozumieć czym jest indywidualne komfortowe mieszkanie. Wtedy kształtuje się ideał konsumencki mieszkańca ZSRR. Składał się on z zestawu szaf (tzw. meblościanki), zestawu foteli i kanapy (tzw. miękki kącik), zestawu szafek kuchennych (tzw. kuchenna ścianka), a także telewizora i lodówki. Wszystkie te przedmioty sporo kosztowały i były deficytowe, więc ludzie najpierw długo oszczędzali pieniądze, a później jeszcze stali w długich kolejkach, żeby kupić chociaż coś z tych rzeczy do swojego domu.

Najbardziej dostępna edukacja

Drugi najbardziej popularny mit ZSRR to najbardziej dostępna edukacja na świecie. Rzeczywiście, na początku swojego istnienia Związek Radziecki rzeczywiście prowadził masową akcję alfabetyzacji, która zapewniła wysoki poziom umiejętności czytania i pisania wśród ludności. Jednak przyjrzawszy się całemu systemowi oświaty w ZSRR (szczególnie wyższej i zawodowej) bardziej dokładnie, to właśnie jej dostępność pozostawia wiele do życzenia.

Przede wszystkim wątpliwie wyglądała procedura rekrutacji na studia wyższe. Kandydat miał zdać egzaminy, które przyjmowała specjalnie utworzona przez uczelnię komisja. Nie istniały żadne regulacje dotyczące obiektywności lub liczenia się z ryzykiem korupcji. Jakiegokolwiek kandydata można było „oblać” lub „wesprzeć” na egzaminach, gdyż w większości były one zdawane ustnie.

Osobne preferencje przy rekrutacji otrzymywali studenci, którzy mieli pisemne skierowania od partyjnych lub komsomolskich organizacji. Poza tym, każdy absolwent uczelni wyższej był zmuszony przez co najmniej dwa lata pracować w miejscu, do którego skieruje go uczelnia, zgodnie z tak zwanym przydziałem. Przy czym absolwenta uczelni wyższej w Kijowie mogli z łatwością wysłać, powiedzmy, gdzieś do Azji Centralnej lub na Daleki Wschód. Taka forma odpracowania świadczy o „niebezpłatności” edukacji, lecz po prostu o innej formie zapłaty za nią.

Studiowanie na uczelni wyższej było regulowane ideologicznie. Na przykład, studenci wszystkich kierunków od inżynierów-mechaników po dyrygentów studiowali takie przedmioty jak „Historia KPZR” oraz „Filozofia marksistowsko-leninowska”.

Nauka studentów technicznych i przyrodniczych kierunków ściśle zależała od zamówień z obronności oraz gospodarki planowej Związku. Równocześnie na humanistycznych kierunkach (filozofia, dziennikarstwo, historia) całkowicie zależała ona od ideologii oraz polityki partyjnej. Wygląda na to, że ZSRR odebrał dosłownie i wprowadził powiedzenie noblisty Ernesta Rutherforda o tym, że nauka nauka dzieli się na fizykę i zbieranie znaczków. Inaczej mówiąc, nauka w Związku Radzieckim istniała wyłącznie dla zapewnienia potrzeb państwa (przede wszystkim w przemyśle zbrojeniowym), natomiast humanistyka tak jakby nie miała dużego znaczenia dla życia i rozwoju radzieckiego społeczeństwa. Badacze humanistyczni byli rozpatrywani przez system radziecki wyłącznie jako „pracownicy ideologiczni”. To dotyczyło wszystkich, którzy w ten czy inny sposób byli związani ze sferą humanistyczną: nauczycieli, wykładowców, pracowników muzealnych, bibliotekarzy, archiwistów, dziennikarzy, krytyków i innych.

Najlepsza opieka medyczna

Bezpłatna i najlepsza na świecie opieka medyczna w ZSRR to kolejny mit. System medyczny, zbudowany w latach 30. przez ludowego komisarza zdrowia Nikołaja Siemaszka potrafił zabezpieczyć najbardziej oddalone rejony ZSRR w znikomą liczbę pracowników medycznych. Sieć punktów sanitarno-akuszerskich jest wynikiem jego reform. Jednakże w latach 60. takie ekstensywne podejście sprawiło, że w ZSRR rzeczywiście było dużo lekarzy i szpitali, lecz ich jakość pozostawiała wiele do życzenia. Większość personelu medycznego posiadała niskie kwalifikacje oraz ograniczony dostęp do odkryć medycznych, a także mogła praktykować domowe sposoby leczenia, które czasami wyrządzały większą krzywdę pacjentom, niż pomagały. Oprócz tego istniał ostry deficyt niektórych leków, co szczególnie objawiało się podczas epidemii i kataklizmów. Poza tym, radziecka służba zdrowia posiadała przestarzały sprzęt medyczny, używała wielorazowych igieł do strzykawek oraz nie była świadoma istnienia adekwatnego dla tamtych czasów znieczulenia miejscowego.

Istniała znaczna dysproporcja pomiędzy szpitalami w zachodnich i wschodnich regionach ZSRR. Było to związane z tym, że Związek Radziecki planował walczyć z kolektywnym Zachodem, więc budował więcej szpitali w rzekomej strefie przyfrontowej. Jednakże nie było tam nic, poza dużą liczbą łóżek szpitalnych. Ogólnie rzecz biorąc, zapewnienie łóżek szpitalnych było główną strategią zarządzania zakładami medycznymi w ZSRR. O żadnej jakości usług medycznych nie było mowy.

Istnieje mit o tym, jakoby Światowa Organizacja Ochrony Zdrowia uznała kiedyś radziecką służbę zdrowia za najlepszą. Jednak nie ma żadnych dowodów na istnienie takich wniosków. Natomiast wiadomo na pewno to, że medycyna radziecka kompletnie nie wiedziała, jak leczyć chorych onkologicznie pacjentów, co było szczególnie widoczne po katastrofie w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej (26 kwietnia 1986), kiedy wiele ludzi otrzymało wysokie dawki promieniowania jonizującego i wynikające z tego powodu zachorowania.

Brak przestępczości

W głowach wielu ludzi nostalgujących za ZSRR siedzi mit o tym, że w Kraju Rad milicja była najbardziej uczciwa oraz że panował najniższy poziom przestępczości. Owszem, w latach 70. poziom przestępczości był niższy, niż w USA, ale wyższy od większości krajów Europy.

Jednocześnie ZSRR miał dokładnie takie same problemy z bezpieczeństwem społeczeństwa, jak pozostałe kraje tamtych czasów. W Związku Radzieckim również istnieli seryjni mordercy. Na przykład, Andriej Czikatiło. Nauczyciel z obwodu rostowskiego na przestrzeni lat 1982–1990, według różnych danych, zamordował od 46 do 53 osób, przeważnie kobiety i dzieci. Czikatiło nie tylko gwałcił swoje ofiary, a czasami je zjadał.

Inny znany radziecki seryjny morderca i pedofil to Anatolij Sliwko. Jako organizator zajęć pozalekcyjnych dla dzieci z rodzin w trudnej sytuacji życiowej, cieszył się ogromnym szacunkiem i autorytetem w swoim miasteczku w Kraju Stawropolskim. Werbował chłopców w wieku 10–15 lat do jakoby „zadania specjalnego”, w rzeczywistości dusił ich (czasami śmiertelnie) oraz dopuszczał się przemocy seksualnej. W ciągu lat 1964–1985 zabił on siedmiu chłopców w wieku do 16 lat.

Dodatkowo w latach 1982–1986 działał seryjny morderca Wasilij Kulik, zwany Potworem z Irkucka. Jego ofiarami były dzieci oraz emeryci. Korzystając ze swojego stanowiska służbowego (pracował jako lekarz dzielnicowy), Kulik wkradał się do mieszkań, gdzie gwałcił i zabijał swoje ofiary. Łącznie morderca odebrał życie 13 osobom.

W ZSRR istniała również przestępczość uliczna wśród nastolatków. W ten sposób, w Krzywym Rogu w latach 80. działały gangi nastolatków, tzw. „biegaczy”. Wskutek ich działalności zginęło co najmniej 30 osób. W Podmoskowiu istniały młodzieżowe gangi „luberów” (nazwa pochodzi od nazwy miasta Lubiercy), które rabowały i dopuszczały się przemocy na ulicach. W Kazaniu w latach 1970–80 działało dziesięć ulicznych młodzieżowych grup przestępczych, które propagowały przemoc bez jakiegoś określonego powodu. Najbardziej znana wśród nich grupa była przestępcza „Tiap-Lap”. Poza masowymi ulicznymi bójkami, wspomniane gangi rabowały własne miasta, a także używały broni białej oraz palnej.

W życiu radzieckim zdarzały się również przypadki terroryzmu. Na przykład, w 1988 roku w mieście Ordżonikidze (obecnie Władykaukaz) pięciu napastników porwało autobus z dziećmi, wymagając w zamian możliwość ucieczki z ZSRR do Izraela.

Jednak wizerunek uczciwego i sprawiedliwego radzieckiego milicjanta nie zapisał się w pamięci wielu osób bez powodu. To wynik żmudnej i bardzo dobrze przemyślanej pracy radzieckiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Wieloletni przewodniczący instytucji Nikołaj Szczołokow nie oszczędzał na finansowaniu filmów o uczciwych i sprawiedliwych profesjonalistach milicji radzieckiej. Bardzo popularny w tamtych czasach był serial „Śledztwo prowadzone przez znawców”. Tradycyjny uroczysty koncert z okazji Dnia Milicji, transmitowany w telewizji, również umacniał pozytywny wizerunek radzieckiego stróża porządku publicznego.

Nie mniej jednak zachowanie radzieckiego milicjanta często nie odpowiadało wzorcowi wykreowanemu przez oficjalną propagandę. Milicyjna swawola często powodowała masowe zamieszki w ZSRR. Na przykład, w 1961 roku miał miejsce incydent w miasteczku Murom. Pijany pracownik fabryki, Jurij Kostikow, doznał obrażeń na ulicy przez własną nieostrożność. Milicja zgarnęła go na posterunek, ale nie udzieliła mu pomocy medycznej wskutek czego mężczyzna zmarł w celi. Podobne przypadki zdarzyły się tego samego roku w mieście Biesłan.

Masowe pogromy i samosąd nad milicjantem, który bezprawnie zatrzymał osobę, miały miejsce w mieście Nalczyk w 1968 roku. W 1972 roku w Dnieprodzierżyńsku (obecnie Kamieńskie) odbyły się masowe zamieszki spowodowane niezadowoleniem z pracy milicji. Powodem tego był incydent, w którym przez niedbalstwo milicji doszło do śmierci trzech zatrzymanych.

Kultura pełna wiecznych wartości

Ludzie nostalgujący za ZSRR lubią wspominać, że za tamtych czasów produkt kulturowy był zawsze „pełen podstawowych wartości moralnych”, kiedy obecnie jest on przeważnie destruktywny i wulgarny.

Jednak oprócz „podstawowych wartości moralnych” radziecki produkt kulturowy miał zabarwienie propagandowe. Istniały specjalne rady artystyczne, pełniące funkcję cenzury, które nie przepuszczały dalej prac wielu twórców, twierdząc, że ich dzieła są „ideologicznie szkodliwe”. Pojawiły się określenia „odłożyć film na półkę” oraz „pisać do szuflady”. Jakiekolwiek nawiązanie do ideologicznie wrogiej kultury zachodniej były również uważane za „szkodliwe”.

Istnieje mnóstwo przykładów cenzurowania. Dość pokazowym było traktowanie twórców ukraińskiego kina poetyckiego. Na przykład, Serhij Paradżanow, twórca znanego filmu „Cienie zapomnianych przodków”, najpierw przez długi czas miał zakaz kręcenia filmów z powodu „bezideowości” produkcji. Koniec końców, kiedy już było wiadomo, że cenzura niczego nie „nauczyła” reżysera, został on skazany na pięć lat pozbawienia wolności pod zmyślonymi zarzutami. Wykonawca głównej męskiej roli w „Cieniach zapomnianych przodków” Iwan Mykołajczuk za swoje dyskusje na temat różnicy pomiędzy patriotyzmem a nacjonalizmem otrzymał status „niebłagonadiożnego” (nieprawomyślnego, przeciwnego władzy – przyp.red.). Konsekwencją tego był dla aktora zakaz obstawiania ról głównych, a filmy z jego udziałem ukazały się znacznie później od zaplanowanych terminów. Dla przykładu, „Zgubiony list”, nakręcony w 1972 roku, ujrzał światło dzienne dopiero po ośmiu latach.

Podobny los spotkał operatora „Cieni…”, a następnie również reżysera Jurija Illienkę. Jego pracę „Mrijaty i żyty” (pol. Marzyć i żyć) radzieckie kierownictwo zatrzymywało 42 razy na różnych etapach. Osiem z dziesięciu nakręconych przez Illienkę filmów zostało zakazanych przez władze radzieckie.

Literatura nie miała się lepiej. Poetka Lina Kostenko, po trafieniu na „czarną listę” w 1972 roku, nie miała możliwości wydać swojego tomiku poezji „Nad brzegami wiecznej rzeki” aż do 1977 roku. A jej poemat „Marusia Czuraj” został wydany w 1979 roku, aż po sześciu latach po jego napisaniu.

Idąc śladem stwierdzenia, że kultura pełni określoną rolę społeczną (edukacja wartości, aktywizacja rozwoju oraz życzliwości), to radziecka kultura, dzięki wytrzebieniu i cenzurowaniu, kształtowała wygodnych dla władzy, zagonionych w ideologiczne ramki radzieckich obywateli, wszakże odwracała ich uwagę od surowej rzeczywistości.

Smaczna i zdrowa kuchnia

Najzabawniejszym z radzieckich mitów jest mit o gastronomii. Ponoć za czasów ZSRR żywność była tania i wysokiej jakości, ponieważ była produkowana w oparciu o wspólną normę państwową, tzw. GOST.

Tak naprawdę większość dań radzieckiej kuchni została skopiowana z amerykańskich opracowań z lat 30.. Ludowy Komisarz Przemysłu Spożywczego, Anastas Mikojan, osobiście jeździł do Stanów, żeby zakupić technologie przemysłu spożywczego. Mikojan wprawdzie był specjalistą w branży spożywczej i wiele stworzonych przez niego norm, takich jak radziecki odpowiednik półfabrykatu kotleta hamburgerowego lub plombiru były naprawdę wysokiej jakości. Już w latach 50. normy się zmieniły. Wtedy do całkowicie mięsnego mikojanowskiego kotleta zaczęto dodawać chleb.

Równie ciekawa była kolejna zasada w systemie radzieckiego przemysłu spożywczego — maksymalnie ograniczone korzystanie z przypraw oraz przewaga gotowanych dań nad smażonymi. Jeden z ideologów radzieckiej gastronomii, Manuel Pewzner, musiał stosować dietę, ponieważ miał problemy z żołądkiem. Wymusił więc stosowanie jej na wszystkich radzieckich obywatelach. Przestrzeni dla poszukiwania równowagi pomiędzy smacznym a zdrowym jedzeniem było sporo, lecz wygląda na to, że nikogo z wyżej postawionych nie interesowała kulinarna różnorodność.

Ogólnie rzecz biorąc radzieckie normy państwowe dotyczące produktów spożywczych od lat 50., zaczęły pozwalać na korzystanie z szeregu substancji chemicznych, przede wszystkim konserwantów, emulgatorów i barwników. Oprócz tego, wędzenie legendarnej „kiełbasy za 2 ruble 20 kopiejek” odbywało się za pomocą tzw. bezdymnej technologii z użyciem resztek terpentyny. Dodatkowo wszystkie radzieckie normy żywienia w szkołach, jednostkach wojskowych, penitencjarnych, zakładach leczniczych itp. nie były aktualizowane od czasów stalinowskich.

W warunkach ciągłego deficytu na produkty spożywcze, szczególnie bluźnierczo wyglądała „rekomendacja dla wszystkich gospodyń Związku Radzieckiego” — uniwersalny zbiór przepisów pt. „Książka o smacznym i zdrowym jedzeniu” (projekt nadzorował Anastas Mikojan). Przepisy z tej książki zawierały nie tylko stosunkowo deficytowe produkty, jak świeże ryby czy żółty ser, ale również te, których w ogóle nie było na półkach sklepowych małych miast ZSRR — cynamon, salami, śmietanka itp.. Wśród radzieckich ludzi, którzy odżywiali się przeważnie słabej jakości jedzeniem i tanimi obiadami w stołówkach swoich zakładów pracy lub organizacji, książka ta była swojego rodzaju memem na temat tego, jak miałoby wyglądać ich odżywianie. Ciekawe jest to, że księga kucharska była wydawana od 1939 i aż po 1997 rok. Następnie po 19 latach moskiewskie wydawnictwo postanowiło ponownie wydać ten, rzekomo uniwersalny, zbiór przepisów.

Nostalgia za radziecką przeszłością stanowi problem nie tylko Ukrainy, ale i pozostałych krajów, przebywających kiedyś wewnątrz tego totalitarnego neoimperium. Ta nostalgia opiera się na dwóch głównych filarach — wspomnieniach o młodości, kiedy wszystko wyglądało piękniej oraz odgłosach potężnej radzieckiej propagandy.

Na przestrzeni wszystkich lat niepodległości Ukrainy nie przeprowadzono żadnego dogłębnego antropologicznego lub kultorologicznego badania radzieckiej rzeczywistości z okresu lat 1950-1980, w którym zostałyby przeanalizowane i sprostowane wszystkie dostępne mity i stereotypy. W ukraińskim polu informacyjnym brakuje takiego rodzaju treści, więc starsze pokolenie wciąż tęskni za „lepszym życiem” w ZSRR. Niewinne na pierwszy rzut oka wspomnienia w rzeczywistości utrwalają radzieckie mitologemy w czasie, lecz przede wszystkim stają się swego rodzaju wsparciem pomysłów współczesnej Rosji, która przejęła mnóstwo kolonialnych praktyk od Kraju Rad. Dopóki istnieje Rosja, dopóty będzie próbować narzucać wszystkim kolonizowanym wcześniej narodom „piękne wspólne życie, jak kiedyś”. Z tego powodu przeanalizowanie mitów z okresu radzieckiego oraz ich obalenie jest nie tylko konstruktywną oceną historii ZSRR, ale również kwestią bezpieczeństwa narodowego współczesnej Ukrainy.

Nad materiałem pracowali

Założyciel Ukrainera:

Bohdan Łohwynenko

Autor:

Igor Kromf

Redaktorka naczelna:

Ania Jabłuczna

Redaktorka:

Natalia Ponediłok

Redaktor zdjęć:

Jurij Stefaniak

Menadżerka treści:

Olha Szełenko

Tłumaczka:

Wiktoria Singajewska

Redaktorka tłumaczenia:

Małanka Junko

Redaktor tłumaczenia:

Michał Antosz

Śledź ekspedycję