Share this...
Facebook
Twitter

W roku 2017 Berdiańsk uznano za jedno z najlepszych uzdrowisk Ukrainy. Według danych “Google Ukraina” wyszukiwanie “wypoczynek w Berdiańsku” zdarza się znaczenie częściej niż inne podobne zapytania. Nic w tym dziwnego. Przede wszystkim Berdiańsk – to jedno z niewielu ukraińskich uzdrowisk nad Morzem Azowskim, do którego można dojechać pociągiem. Do tego ciepła i płytka morska woda stwarza idealne warunki do wypoczynku z dziećmi. Latem bywa tu do 1,5 miliona turystów. Niemało jak na miasteczko liczące około 115 tysięcy mieszkańców.

Pierwsze zmiany zawitały do Berdiańska wraz z Majdanem i wojną. Front zbliżył się bezpośrednio do miasteczka, większość pensjonatów, hosteli i hoteli nagle odmówiła przyjmowania Rosjan.

Zmianie ulega także biochemia Morza Azowskiego – woda staje się bardziej przezroczysta, ilość zawartej w niej soli rośnie.

Następną zmienną jest sezon kurortowy. Co jesień życie miasta przeobraża się. Sezon turystyczny trwa tu około 4 miesiące. Już we wrześniu większa część turystycznej infrastruktury zamiera. Turystów i pociągów jest coraz mniej. Bezpośrednie połączenie kolejowe zostaje tylko z Zaporożem.

Lecz sezonowość nie przeszkadza Ołeksandrowi Wełyczce czerpać przyjemność z prowadzenia własnego biznesu. Podjął próbę wyróżnienia się w ramach lokalnej branży turystycznej. I wygląda na to, że mu się udało. Z roku na rok turyści przyjeżdżają właśnie do wujka Saszy.

Wujek Sasza

Właściciela pensjonatu „Domek nad morzem” wszyscy od dawna zwą wujkiem Saszą:

— Dlaczego wujek Sasza? Pensjonat jest przeznaczony dla dzieci, no to wszystkie dzieciaki tak na mnie wołają. Rodzice też idą w ich ślady. Nawet 70-letni panowie, też zwą mnie wujkiem Saszą. W 2014 roku przyjechali tu majdanowcy, zamieszkali. Na ich pytanie, jak do mnie należy się zwracać odpowiedziałem „wuj”. Słowo przecież nasze rodzime. Tak swojsko: wujek Sasza.

Wcześniej większość turystów przyjeżdżała do Berdiańska z Rosji. Wszystko tu było dopasowane do ich potrzeb: kantory na każdym kroku, dodatkowe pociągi z Moskwy.

Lecz kiedy wiosną 2014 roku w Berdiańsku pojawili się pierwsi uchodźcy ze Wschodu, miejscowi przypomnieli sobie o ojczyźnie. Wtedy pokazały się pierwsze masowe przejawy patriotyzmu. Mieszkańcy uświadomili sobie, że wojna, chociaż ominęła miasto, jest gdzieś obok, zupełnie blisko. Od uchodźców usłyszeli historie o pogromach, szabrownictwie i zrozumieli, że to samo może spotkać ich samych oraz ich domy, jeżeli nie przeciwstawią się terrorystom. W międzyczasie nadeszło lato, zamiast tradycyjnych już rosyjskich turystów do Berdiańska przyjechali Ukraińcy. Miejscowi przekonali się, że biznes trzyma się nie tylko na Rosjanach.

Owego lata wujek Sasza również pożegnał się z gośćmi z Rosji:
— U mnie przez 9 sezonów pod rząd wypoczywała “baba Swieta” z Moskwy. Jest starsza ode mnie o 8 lat. I kiedy w marcu zadzwoniła ze słowami: “Sasza, no co ty? Co wy tam wyrabiacie? Krym jest nasz…” – oniemiałem. Wtedy po raz pierwszy spotkałem się z takim “chamskim krymnaszem”.

Latem 2014 roku dzieci nie przyjeżdżały na wypoczynek. Ołeksandr Wełyczko zajął się wtedy wolontariatem, zaopatrywał batalion “Azow” we wszystko co było potrzebne, prowadził w tym celu zbiórki. W pensjonacie przez kilka miesięcy mieszkali przesiedleńcy, wojskowi, wolontariusze. Dwie rodziny z Doniecka spędziły tutaj cały rok.

Ukraińskich żołnierzy Ołeksandr rzeczywiście traktuje jak dobry wujek, nigdy nie odmawia:

— Jadą chłopaki na front, proszą o pozwolenie wymyć się. Kiedy służyli w wywiadzie, przyjeżdżali tu prać ubrania, przespać noc w normalnych warunkach i jechali z powrotem.

Ołeksandr urodził się i wyrósł w Berdiańsku, potem przeprowadził się do Charkowa, gdzie mieszkał przez 18 lat. Miał tam biznes – sprzedawał sprzęt komputerowy. Do swojego ojczystego miasta przyjeżdżał od czasu do czasu, przeważnie na ryby. Po kilku latach postanowił kupić łódź i działkę na wybrzeżu morza. W pewnym momencie Ołeksandr zrozumiał, że Charków go zmęczył, a Berdiańsk staje się nie tylko miejscem wypoczynku, zacisznym kącikiem dla duszy, ale także miejscem do życia. Z czasem do Berdiańska przeprowadziła się cała jego rodzina. Przez te wszystkie lata nigdy nie pożałowali swojej decyzji:

— Tu żyją niesamowici ludzie. Południowcy – o morskim charakterze, szczerzy i otwarci. Może czasem aż nadto. Długo mnie nie akceptowali. W Charkowie mogłem przez 18 lat mieszkać z ludźmi na jednej klatce i nie wiedzieć, jak się nazywają. Tu żyję jak na wsi. Już mnie przyjęli, już jestem swój, już jest dobrze. Tu jest jedna droga, wszyscy wzajemnie się witają.

„Brodiaha”

W sezonie Ołeksandr Wełyczko wozi swoich gości niewielkim kutrem o imieniu „Brodiaha” [„Włóczęga”]. Morskie wycieczki pomagają turystom odprężyć się, poznać się nawzajem.

Wujek Sasza własnoręcznie naprawia i udoskonala kuter:

— Wiek łodzi poznaje się po tym, jak często była naprawiana lub przerabiana. Wiele razy już była spawana, silnik wstawiłem nowy. Kierownica jest od „Tavrii”, przednia szyba – z „Gazeli”.

Na kubku wujka Saszy jest napisane „Karpaty”

Kiedy trzeba się zregenerować, wujek Sasza wsiada do „Brodiahy” i jedzie na wyspę Dzendzyk w pobliżu Mierzei Berdiańskiej. Morzem płynie się około 5 godzin. Przez ten czas zdąża wypocząć, pobyć w samotności:

— Czasem potrzebuję izolacji, zwłaszcza latem. Ludzi przyjeżdża bardzo dużo, ludzie są dobrzy. Ale są jak ogień w piecu. Przy rozżarzonym piecu długo nie wytrzymasz. Dlatego czasem mam potrzebę schować się nawet przed taką pozytywną energią.

Ołeksandr mówi, że biochemia morza się zmienia: woda staje się bardziej przezroczysta i bardziej słona. Z tego powodu z okolic zniknęły ryby rodzaju Liza – muszą szukać pożywienia w innych miejscach. Jedną z przyczyn takich zmian może być nadmierny przelew wody ze słonego jeziora Sywasz do Morza Azowskiego. Ale są też pozytywy: rybacy zaczęli rzadziej wypływać w morze, już nie próbują masowo łapać wszystkiego co trafia do sieci. Przy Berdiańsku znów pojawiły się mule. Niedawno oficjalnie zakazano połowu babki na skalę przemysłową. Kłusownictwo od dawna było jednym z największych miejscowych problemów.

Babka jest uważana za jeden z symboli Berdiańska, żywicielka miasta, ma nawet tu swój pomnik. Ale jej masowe połowy szkodzą ekosystemowi morza:

— Babka ma szczęście. Był tydzień normalnego połowy, a potem przyszedł sztorm. Po 1 maja wprowadzono surowy zakaz połowów przemysłowych. Bardzo pilnowano jego przestrzegania przez dwa tygodnie. Po raz pierwszy coś takiego widziałem: nikt nie wypływał w morze, wszyscy stali przy brzegu. Pewnie to jest lepsze dla morza. Gdyby jeszcze wszystkich ich przywołać do porządku, morze by się odnowiło. Coraz mniej się łowi, mam nadzieję że będzie porządek.

— Berdiańsk aktualnie jest prawdziwą perłą wybrzeża Azowskiego. Był i pozostanie. Po prostu teraz tę perłę można wyczyścić, pozwolić jej wyrosnąć, otworzyć się. Do tego potrzebne są ogromne fundusze.

Domek nad morzem

Pensjonat wujka Saszy został otwarty w 2005 roku. Pierwsze lato pozostawiło po sobie wiele wrażeń. Goście przeważnie nadużywali trunków i rozrabiali. Po takim sezonie Ołeksandrowi opadły ręce. Pojawiło się odczucie, że tak być nie powinno, nie po to istnieje „Domek”:

— Pod koniec pierwszego sezonu miałem depresję. Sprawa nie w pieniądzach, których wówczas prawie nie zarobiłem. Myślałem: czy przez całe życie będę musiał oglądać ten koszmar? Zima 2005-2006 była sroga. W Berdiańsku temperatura spadła do -27˚C, morze zamarzło, cała wilgoć w powietrzu wymarzła. Zastanawiałem się wtedy, jak żyć dalej. Zacząłem wspominać najjaśniejsze momenty. Byli nimi ludzie, którzy przyjechali do pensjonatu z dziećmi. Tutaj jest strefa zamknięta, niewielka plaża, płycizna. Zrozumiałem, że trzeba stworzyć swoją stronę internetową i przekazać prawidłowy „mesydż”. Wtedy nie będzie przypadkowych, niechcianych klientów. Przypomniałem sobie, że dzieci to cud. Idea pojawiła się z braku wyjścia, i niespodziewanie okazała się strzałem w dziesiątkę.

Tak zaczęła się praca nad stworzeniem pensjonatu rodzinnego. Już następnego lata do wujka Saszy przyjechały same rodziny z dziećmi. Co roku Ołeksandr doskonalił swoje usługi, aby zrobić rodzinny wypoczynek jeszcze bardziej komfortowym. W pensjonacie pojawiły się opiekunki, nauczyciele WF, pielęgniarki, obsługa. Wśród gości zwykle proporcja dorosłych i dzieci wynosi 50/50.

Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter

Rodzice przy dzieciach starają się zachowywać wzorowo. Dziecięce krzyki są tu odbierane jako tło, gdyż wszyscy są traktowani równo: dzisiaj krzyczy cudze dziecko, jutro być może twoje. Wieczorem dzieci bawią się z opiekunem. Bachory zapominają o tabletach i smartfonach, biegną grać w chowanego lub w zbijaka:

— Goście sami to wszystko generują. Normalna jest sytuacja, kiedy tata, który zaczął podrzucać do morza swoje dziecko pod koniec podrzuca jeszcze czwórkę-piątkę obcych dzieciaków. Przecież nie może im odmówić. Albo mama spacerująca ze swoją pociechą staje się animatorką także dla innych dzieci. Wychodzi takie grupowe wychowanie. Pewnie dlatego, że tu przyjeżdża określona kulturowo warstwa ludzi. To nie przypadek, po prostu wysłałem „mesydż” – ludzie go odebrali.

Dla Ołeksandra podstawowym zadaniem jest stworzenie gościom atmosfery beztroski. Każdy szczegół jest ważny. Zasada nie palić przy domku, nie hałasować przy barze. Dla gości ważna jest fizyczna obecność gospodarza. Niech to będą nawet krótkie rozmowy wieczorem przy stole, lub wspólne sprzątanie trawy morskiej na plaży. Tutaj przyjeżdża się jak na swoją działkę: wszyscy się znają i witają.

— Normalna jest sytuacją, kiedy pokojówka stoi na schodach, sprząta i opowiada gościom, co warto zobaczyć w Berdiańsku.

Dzięki pracy wujka Saszy, roboczy dzień zaczyna się w marcu i kończy się w październiku – wytwarza się właśnie to poczucie prawdziwego, beztroskiego wypoczynku.

Najlepszym podziękowaniem za codzienną pracę są nie tylko powroty gości, ale także niespodziewana przyjaźń nieznajomych wcześniej osób, umawianie się na wspólne przyjazdy. Ich dzieci dorastają tu, na oczach wujka Saszy. To jest znacznie cenniejsze od pieniędzy czy jakichkolwiek dóbr materialnych:

— Niektóre rzeczy naprawdę są dla mnie nagrodą. Kiedy, powiedzmy, przyjeżdża rozpieszczone, kapryśne dziecko, wychowane na gadżetach i centrach handlowych. I już po paru tygodniach pobytu umie grać w zespole, zapomina o sprzęcie i marzy o zabawach ruchowych. Dzieci znajdują tu prawdziwe dzieciństwo.

Nad materiałem pracowali

Założyciel Ukrainera:

Bohdan Łohwynenko

Autorka:

Anna Ostrowercha

Redaktorka:

Jewhenia Sapożnykowa

Fotograf,

Operator:

Dmytro Bartosz

Operator:

Dmytro Ochrimenko

Reżyserka montażu:

Julia Rubłewska

Reżyser:

Mykoła Nosok

Redaktor zdjęć:

Ołeksandr Chomenko

Transkryptor:

Maksym Kenig

Śledź ekspedycję