Share this...
Facebook
Twitter

Kontynuujemy serię, w której opowiadamy o sławnych osobach i ich rodzinnych miastach, jak również o znanych Wam miastach oczami ludzi, którzy mogą opowiedzieć Wam trochę więcej o Ukrainie na podstawie własnych odczuć i spostrzeżeń.
W drugiej historii piosenkarka Chrystyna Sołowij pozna się bliżej ze swoim rodzinnym Lwowem. To miasto, w którym niby zawsze pada, nikogo nie pozostawia obojętnym. Ludzie przyjeżdżają tutaj pozachwycać się architekturą, na filiżankę kawy albo na jeden z odbywających się tu festiwali. Spróbujemy pokazać wam to miasto z nieznanej strony. Razem z bohaterką ulicami Lwowa przespaceruje się twórca projektu Ukraїner, Bohdan Lohwynenko.

Co będziemy dzisiaj oglądać?
— Nie wiem, jak określić temat tej wycieczki. To będzie bardziej, powiedzmy, zestawienie moich ulubionych miejsc. Pierwszy punkt programu to pomnik Iwana Fedorowa. Gdy go pierwszy raz ujrzałam, pomyślałam, że ten facet to uosobienie Lwowa.

— A dlaczego właśnie on?
— Po pierwsze, moje zamiłowanie do książek i to, ile czasu tu spędziłam jako studentka, ile pieniędzy tu zostawiłam, ile przyjaciół pośród sprzedawców książek zdobyłam. Niestety, spłoszył ich deszcz i już ich tu nie ma, ale nie przeszkodzi mi to w opowiedzeniu wam o moich ulubionych miejscach.

A jaka była najlepsza książka, jaką tu znalazłaś? Pamiętasz?
— Znalazłam w tym miejscu większość wydań „Lolity” Władimira Nabokowa. Mam ich już ponad piętnaście, ale to jeszcze nie koniec. Mam tu przyjaciela, Dmytra, który bardzo często znajduje mi to, co mnie interesuje, nawet wtedy, gdy jestem poza Lwowem.

Chcesz poprzeglądać winyle? Może znajdziemy coś znajomego?
— Dzisiaj jest ich bardzo mało. Pamiętam, co kiedyś znalazłam tu ze swoim przyjacielem, a dokładniej, on znalazł, a ja się go uczepiłam, żeby dał mi posłuchać. To było bardzo ładne wydanie Trio Marenycz.

A tutaj jest cała półeczka z Wysockim.
— No widzisz. O! Sofia Rotaru. Może nie jest to najładniejsza okładka winylu, ale bardzo mi się podoba, jak ona na niej wygląda.

— A propos okładek albumów – to twoje pomysły?
— Jeśli chodzi o ostatnią okładkę, to projekt mojego menadżera. Już ze mną nie pracuje, ale zdążyliśmy razem bardzo dużo zrobić. Andrij Balan. To on opracował całą tą koncepcję, nie chciałam nic zmieniać ani na ogłoszeniu, ani na albumie, ani też na YouTube czy iTunes. Wielu ludzi uważa, że wyglądam tam na złą, i ogólnie przesadzoną, ale ja czasami taka jestem, więc nie ma czego ukrywać, trzeba pokazywać wszystko.

— Czyli co, paliłaś, gdy byłaś młoda?
— Nie powiedziałabym, że paliłam, ale… popalałam. Do tego zadawałam się z członkami bohemy i chciałam być taka — z papierosem.

— A jak wyglądała twoja przeprowadzka?
— To było tak… no, przyszło nam to w miarę naturalnie, ponieważ skończyłam wtedy gimnazjum, brat już dawno uczył się na “polibudzie” i nic nas w Drohobyczu nie trzymało. Tym bardziej że zaczynałam studia filologiczne. To poszło sukcesywnie: na początku mama przewiozła babcię, a potem i my się przenieśliśmy.

— Aha, czyli twoi rodzice jakiś czas mieszkali tutaj, a potem wy przenieśliście się z Drohobycza z babcią.
— Nie, to było na odwrót — mama zajmowała się przeprowadzką, kiedy ja już mieszkałam u swojej cioci, przy ulicy Szeptyckich i akurat obok mojego ulubionego kościoła św. Elżbiety — teraz nazywa się chyba św. Olgi i Elżbiety, tak. I byłam tutaj, tak naprawdę, sama. I to najlepsze, co mogło się stać po mojej przeprowadzce z Drohobycza do Lwowa. Uważam tak, ponieważ, w mojej opinii, środowisko kształtuje osobowość i to, co tu robiłam, z kim się zadawałam, kogo spotkałam, wszystko to, czego się po drodze nauczyłam — to tkwi we mnie do dzisiaj. Kijów nie dał mi takiego poczucia jako nowe środowisko, nowe miasto. Tak więc można powiedzieć, że identyfikuję się ze lwowskim środowiskiem i staram się zachować tę tożsamość w Kijowie.

— A czego brakuje ci w Kijowie w porównaniu ze Lwowem?
— Nie wiem do końca, ale wydaje mi się, że po prostu przywykłam do Lwowa i stał się taką moją strefą komfortu. Do Kijowa przenoszę całą moją czasoprzestrzeń i tam ją kultywuję. W tym mieście nie jestem imprezowiczką, która budzi się we mnie we Lwowie.  Moje mieszkanie jest urządzone po lwowsku. Lwowskie meble, pełno książek, winyli, cała ta atmosfera — to taka moja mała forteca.

Towarzystwo artystów „Dzyga”, galeria umiejscowiona w dawnym klasztorze dominikanów, była i pozostaje centrum twórczości artystycznej. Dzięki tej inicjatywie rodzą się i realizowane są rozmaite idee, projekty i akcje artystyczne, o których słychać daleko poza granicami Lwowa i Ukrainy. „Dzyga” wspiera rozwój szeroko pojętej sztuki współczesnej, dzięki czemu stała się poligonem doświadczalnym dla młodych artystów i otwartą przestrzenią do poznawania sztuki.

— Co sprawiło, że to miejsce stało się twoim ulubionym?
— Wiesz, wydaje mi się, że było nim od początku. Myślę, że każdy w moim otoczeniu powie, że to również jego ulubione miejsce. Nie pamiętam, kto mnie tu przyprowadził; wydaje mi się, że to był jakiś wieczorek literacki, byłam na pierwszym kursie, i wtedy żył jeszcze Oleh Łyszeha. To chyba wtedy po raz pierwszy tu trafiłam, ale wtedy wszystko wyglądało zupełnie inaczej niż teraz.

— Lubisz sztukę współczesną?
— Podchodzę do niej z ostrożnością, tak samo do jej rozumienia, więc nie mogę ci jednoznacznie odpowiedzieć. Zależy od konkretnego dzieła.

— A są tu jakieś znajome plakaty?
— Nawet nie wiem, ale wydaje mi się, że wtedy nie było tu plakatów. To było na długo przed moim występem w „The Voice of Ukraine” (ukraińskie talent show — przyp. tłum.) i występowałam tam w jakimś zespole związanym z etno klubem Ostapa Kostjuka. Był taki projekt, który, swoją drogą, istnieje do teraz — „Lemko Bluegrass Band”. Byłam bardzo szczęśliwa, że mogę z nimi pośpiewać. Chyba Rostyk Tatomyr założył ten zespół.

— A pamiętasz, kiedy po raz pierwszy odwiedziłaś „Dzygę”?
— To były wieczorki literackie i koncerty jakichś młodych lwowskich zespołów.

— Czy można powiedzieć, że to, co tu zobaczyłaś, zainspirowało cię w twojej twórczości?
— Wydaje mi się, że cała tematyka mojego albumu „Drogi Przyjacielu” jest inspirowana tym miejscem. Ale nie tylko z rzeczami z „Dzygi”, ze wszystkich moich historii, tego, co tu robiłam, czuję się tutaj jak w domu.

— Występowałaś kiedyś na Rynku?
— Tak, chyba w 2016 roku, w ramach „Alfa Jazz”. To był bardzo fajny koncert.

— W Drohobyczu też jest plac o tej nazwie, prawda?
— Tak.

— A czym się różni od tego tutaj?
— Cóż, różnica jest bardzo duża, jest dużo prostszy, nie ma tyle sztukaterii na budynkach, ogólnie wygląda bardziej prowincjonalnie.

— I nie ma Włoskiego Podwórka.
— Nie ma. Nie ma też takich ładnych pergoli (czy jak to się nazywa?) na drzwiach. Samochody nie jeżdżą. Ale to moje rodzinne miasto i kocham je takim, jakim jest. Takim, jakie znam. Ja tam dorosłam… a może to nawet nie dlatego. Może tam po prostu jest jakaś magia. Właśnie ta prowincjonalność nadaje klimatu. Można tam posłuchać samego siebie i zrozumieć, co chcesz w życiu robić. I zacząć coś robić. We Lwowie jest trochę większe zamieszanie, a w Kijowie już w ogóle mam z tym problem.

Nad materiałem pracowali

Prowadzący,

Założyciel Ukrainera:

Bohdan Łohwynenko

Reżyser,

Producentka:

Karyna Piluhina

Operator:

Mychajło Szełest

Roman Buczko

Liza Łytwynenko

Hryhorij Pihnastyj

Reżyser dźwięku:

Anastasia Kłymowa

Transkryptorka:

Iłona Mykołajiszyn

Korekta:

Natalia Melnychenko

Tłumacz:

Bartosz Wojtkuński

Śledź ekspedycję