Razom for Ukraine: chronimy życie tych, którzy chronią nas

Share this...
Facebook
Twitter

Razom for Ukraine to organizacja pozarządowa założona przez Ukraińców w Stanach Zjednoczonych podczas Rewolucji Godności. W ciągu prawie dziewięciu lat działalności stała się globalnym stowarzyszeniem zrzeszającym aktywistów w USA, Kanadzie, Polsce i Ukrainie. W czasach przed pełnowymiarową inwazją zespół organizacji pracował nad ogromną liczbą projektów, takich jak podnoszenie kwalifikacji ukraińskich neurochirurgów, rzecznictwo potrzeb Ukrainy w Stanach Zjednoczonych, zbieranie funduszy na leczenie dzieci z chorobami rzadkimi oraz realizacja programów dla weteranów wojny ukraińsko-rosyjskiej i rodzin personelu wojskowego.

Od 24 lutego 2022 r. wolontariusze koncentrują się na zaopatrzeniu wojskowych w środki łączności i leki, a także organizują szkolenia dla operatorów dronów, kursy medycyny taktycznej, wsparcie psychologiczne oraz pomoc humanitarną dla ofiar agresji rosyjskiej. W tym materiale opowiadamy, jak zespołowi Razom for Ukraine udaje się skutecznie działać w warunkach pełnoskalowej wojny.

Ukraińcy mieszkający za granicą konsekwentnie wzmacniają głos Ukrainy na arenie międzynarodowej. Mimo że są daleko od domu, wspierają rozwój społeczeństwa demokratycznego w swojej ojczyźnie. Jednocząc się, można zrobić więcej, o czym przekonali się ukraińscy działacze w Stanach Zjednoczonych, którzy – gdy Ukraina potrzebowała pomocy – założyli organizację pozarządową Razom for Ukraine.

Wszystko zaczęło się od grupy inicjatywnych Ukraińców przebywających w USA. Gdy w 2013 r. rozpoczął się Euromajdan, postanowili oni działać: organizowali nocne transmisje z Placu Niepodległości w Kijowie i co tydzień zbierali się w Nowym Jorku. Wspomina Lubow Szypowycz, współzałożycielka Razom for Ukraine:

Euromajdan (Rewolucja Godności)
Akcje protestacyjne Ukraińców na rzecz europejskiego kierunku polityki zagranicznej państwa, a także przeciwko korupcji, samowoli organów ścigania i sił specjalnych. Sercem działań, które objęły całą Ukrainę, był Majdan Niepodległości w Kijowie.

— Postanowiliśmy, że tego typu akcje pokojowe będą się odbywać co weekend, za każdym razem w innym nowojorskim parku, aby każdy z nich stał się żółto-niebieski. I takie właśnie wydarzenia organizowaliśmy.

W dni powszednie aktywiści zbierali fundusze, kupowali rzeczy potrzebne ukraińskim protestującym i tworzyli centrum logistyczne. Później zaopatrywali majdanowców w kamizelki kuloodporne i hełmy. Pomoc kontynuowali też w 2014 r., gdy rozpoczęła się wojna rosyjsko-ukraińska. Misją Razom for Ukraine jest budowa rozwijającej się, odnoszącej sukcesy Ukrainy. Aktywiści systematycznie działają w różnych sferach oraz współpracują zarówno z organizacjami, jak i osobami prywatnymi w Ukrainie, a także za granicą.

Po rozpoczęciu pełnowymiarowej inwazji rosyjskiej wolontariusze zawiesili swoje główne działania, a w ich miejsce zainicjowali jeden szeroko zakrojony, wielokierunkowy projekt Emergency Response (z ang. „reagowanie w sytuacjach kryzysowych”), którego istotę stanowi odpowiadanie na pilne potrzeby. Podobny priorytet został już wyznaczony w obliczu pandemii COVID-19, za to obecnie najważniejszym celem organizacji jest wspieranie ukraińskich wojskowych i cywilów w warunkach pełnoskalowej wojny.

Ochotnicy Razom for Ukraine przygotowywali się do pełnowymiarowej ofensywy od końca 2021 r., kiedy w mediach pojawiły się informacje o koncentracji wojsk rosyjskich na granicy z Ukrainą. W połowie lutego aktywiści rozpoczęli współpracę z kilkoma ukraińskimi organizacjami w Ameryce i uruchomili kampanię fundraisingową, dzięki czemu jeszcze przed rozpoczęciem wojny na pomoc Ukrainie udało się zebrać 2 miliony dolarów.

O pierwszych nalotach ekipa dowiedziała się podczas wideokonferencji na temat ćwiczeń Wojsk Obrony Terytorialnej w zakresie medycyny taktycznej. Mając w pamięci doświadczenia z 2014 r., kiedy po rozpoczęciu działań wojennych z rynku zniknęły wszystkie niezbędne towary wojskowe, ochotnicy natychmiast zaczęli zamawiać duże ilości wszystkiego, co mogłoby się przydać, opowiada Lubow Szypowycz:

— Gdy dowiedzieliśmy się, że na Kijów lecą rosyjskie samoloty, przez tydzień nie kładliśmy się spać. Nawiązaliśmy kontakt ze wszelkimi producentami sprzętu czy środków medycyny taktycznej i kupowaliśmy co się dało.

Odpowiedź na inwazję

Razom for Ukraine działa w porozumieniu z innymi ukraińskimi fundacjami za granicą, aby nie konkurować, lecz – wręcz przeciwnie – dzięki dużym zamówieniom obniżać koszty niezbędnych towarów. Aby środki pieniężne można było wykorzystywać efektywniej, połączono siły logistyczne z Kijowską Szkołą Ekonomiczną (KSE) oraz organizacjami Nova Ukraine i Smart Medical Aid. Cel współpracy z dużymi ukraińskimi fundacjami jest jasny: dotyczy towarów o przeznaczeniu wojskowym, dlatego że Razom for Ukraine, zgodnie z ustawodawstwem amerykańskim, nie może bez koncesji kupować produktów o przeznaczeniu wojskowym lub podwójnego zastosowania – wyjaśnia Ewelina Kurileć, dyrektorka wykonawcza fundacji:

Produkty podwójnego zastosowania
Niektóre rodzaje produktów, sprzętu, technologii itp., które nie są przeznaczone do zastosowania wojskowego, ale mogą być użyte do celów militarnych lub do rozwoju i produkcji broni.

— Właściwie wszyscy jesteśmy zaangażowani w nieco inne obszary. Tym, co nas łączy, jest zaopatrzenie w drony, ale zarówno organizacja „Powernyś żywym”, jak i Fundacja Serhija Prytuły specjalizują się w dronach niecywilnych. My natomiast zajęliśmy się częścią cywilną: dronami ewakuacyjnymi, rozminowującymi, medycznymi.

Nie ma mowy o rywalizacji, ponieważ wszyscy mają jeden cel:

— To wspólna sprawa. Czy te hrywny trafią do mnie, do Prytuły, czy do innego funduszu, tak naprawdę niczego nie zmienia – i tak lądują w jednej puszce. I za pieniądze z tej puszki kupujemy wszystko, co możliwe, aby Ukraina wygrała i odniosła sukces.

W marcu 2022 r. fundacja uruchomiła program RAZOM Granty, którego celem jest wspieranie ukraińskich organizacji wolontariackich pomagających ludności cywilnej dotkniętej wojną – przez zapewnienie żywności, schronienia lub ewakuacji. Wraz z nadejściem zimy priorytetem stała się pomoc w strefach przyfrontowych.

Według Eweliny Kurileć dobra reputacja Razom for Ukraine przynosi efekty: fundusz wspierają ludzie z wielu krajów.

— Ufają nam, ponieważ widzą, ile robimy, w jakim tempie i jak bardzo jesteśmy temu oddani.

W pierwszym miesiącu pełnowymiarowej inwazji nie było problemów ze środkami finansowymi. Wsparcie zapewniali zwykli Amerykanie, a także fundacje i korporacje. Jednorazowe darowizny wynosiły od kilku do miliona, a średnio 120 dolarów. Spadek przychodów dał się jednak zauważyć już w drugim i trzecim miesiącu wojny, dlatego ponownie podniesiono kwestię fundraisingu. Lubow Szypowycz przyznaje, że nikt nie spodziewa się tak spektakularnego efektu jak na początku. Jednak aby wpłaty nie spadły do zera, trzeba komunikować i podkreślać osiągnięcia Ukrainy, ponieważ ludzie chcą wspierać tych, którzy walczą:

Pozyskiwanie funduszy (ang. fundraising)
Proces pozyskiwania funduszy (od darczyńców, członków różnych grup, organizacji charytatywnych) na realizację określonego zadania lub projektu.

— Początkowe wsparcie było związane z szokiem, że Ukraina została zaatakowana. Moim zdaniem teraz musimy pokazywać, że Ukraina jest silna, a Ukraińcy potrafią się bronić, tyle że potrzebują wsparcia technicznego, technologicznego oraz zbrojnego. Trudno walczyć z krajem, który przygotowywał się do wojny prawdopodobnie tak długo, jak istnieje, podczas gdy Ukraina była skupiona na budowaniu demokracji.

Ważne, aby wpłaty były regularne, ponieważ dóbr takich jak opaski uciskowe, bandaże i leki nie wystarczy zapewnić raz. Wszelkie rezerwy wojska mogą też zostać zniszczone przez wroga:

— Opaski uciskowe, bandaże, lekarstwa muszą być stale uzupełniane. To jest coś, co w czasie trwania działań wojennych zawsze będzie potrzebne. Często powtarzamy, że wojna jest bardzo kosztowna.

Poza zaopatrzeniem w leki i sprzęt organizacja szkoli operatorów kwadrokopterów do udziału w operacjach wojennych, a także zaopatruje wojskowych w drony. Sprzęt drogo kosztuje, ale – co najważniejsze – jeśli jest odpowiednio użytkowany, może ratować życie. Ważne, aby osoba, która z tego sprzętu korzysta, rozumiała niuanse. Lubow Szypowycz wyjaśnia:

— Mimo że w Ukrainie było całkiem sporo cywilnych szkół pilotów kwadrokopterów, filmowanie ślubu to nie to samo co przelot nad linią frontu czy praca ze sprzętem do walki radioelektronicznej.

Obecnie organizacja aktywniej wspiera wojsko niż ludność cywilną. Taką decyzję podjęto ze względu na to, że ludność cywilna jest chroniona właśnie przez wojsko:

— Uważamy, że trzeba działać z wyprzedzeniem. Środki łączności, drony – właśnie to pomaga przewidywać wypadki i im przeciwdziałać, komunikować się tak, aby wszystko zaplanować i zapobiec wielu ofiarom.

Pomoc z funduszu może otrzymać każda jednostka wojskowa, Gwardii Narodowej, Policji Narodowej, Państwowej Służby Ukrainy ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, szpitale wojskowe i cywilne. O priorytecie wsparcia decyduje bliskość linii frontu: najwyższy priorytet ma pomoc w strefie aktywnych działań wojennych, środkowy – druga linia frontu, a najniższy – miasta na tyłach. Zamówienia z Kijowa są przyjmowane pod warunkiem, że składają je osoby, które w ciągu kilku dni pojadą na wschód lub południe kraju.

Jednym z najnowszych programów fundacji są „Samochody dla zwycięstwa”, czyli poszukiwania darczyńców gotowych przekazać własne auta lub sprzedać je za symboliczną kwotę na potrzeby Sił Zbrojnych Ukrainy. Zbierane są też środki na zakup pojazdów na front, w szczególności autobusów sanitarnych.

Aktywiści Razom for Ukraine twierdzą, że fundacje ochotnicze działające za granicą nie zawsze do końca rozumieją specyfikę pracy w Ukrainie w czasach pełnowymiarowej wojny. Na przykład ze względów sprawozdawczych lepsze są płatności bezgotówkowe, ale im bliżej frontu, tym większe prawdopodobieństwo, że zakup paliwa lub naprawa samochodu będą możliwe tylko za gotówkę. Podobną kwestią jest lokalizacja hubu logistycznego, który w czasie pokoju znajdowałby się bliżej miejsca, z którego dostarczane są zagraniczne towary, ale jako że ubezpieczenie europejskich przewoźników jest w Ukrainie niemożliwe, rozwiązaniem kompromisowym dla fundacji Razom for Ukraine stał się Lwów. Takich niuansów jest wiele, tłumaczy Lubow Szypowycz, która przez czternaście lat mieszkała w Stanach Zjednoczonych, ale wróciła do Ukrainy kilka tygodni po rozpoczęciu wojny:

— Tutaj ludzie rano pracują w magazynie, a po południu idą na pogrzeb, bo zmarł ktoś znajomy. Wszystko to trzeba brać pod uwagę, a staje się to jasne i namacalne, kiedy się jest w tym środowisku.

Już w pierwszych dniach pełnoskalowej wojny, gdy państwo potrzebowało wsparcia, ukraiński sektor publiczny wziął na siebie szereg obowiązków, aby sprostać wszystkim wielkim, pojawiającym się naraz wyzwaniom. Taka aktywna interakcja społeczna, zdaniem Lubowi Szypowycz, jest przejawem żywej tradycji kozackiej, a także decentralizacji. Aktywistka uważa, że ​​brak scentralizowanego ruchu społecznego jest w Ukrainie zaletą:

— Nawet jeśli kilku liderów aktywistów zostanie fizycznie zlikwidowanych, ruch wolontariacki nie zniknie, bo to dziesiątki czy wręcz setki tysięcy zaangażowanych osób. Takiego ruchu nie da się zniszczyć.

Szypowycz jest przekonana, że wolontariat w Ukrainie nie zaczął się dopiero wraz z wojną rosyjsko-ukraińską. Działacze jednoczyli się już dużo wcześniej, w ważnych momentach historii niepodległości takich jak Rewolucja na Granicie (1990), akcje Ukraina bez Kuczmy (2000–2001), Pomarańczowa Rewolucja (koniec listopada 2004 – koniec stycznia 2005), Majdan językowy (2012) czy też protesty studenckie (2013):

— Każde pokolenie Ukraińców ma swoją falę ruchu wolontariackiego, a z powodu szeroko zakrojonych operacji wojskowych dotyczy on prawie każdej rodziny. Mamy, jeśli nie krewnych, to znajomych czy przyjaciół, którzy albo są na wojnie, albo przez nią ucierpieli. I to jest naturalna reakcja narodu: albo chronić, albo pomagać tym, którzy chronią.

Lubow Szypowycz zaangażowała się w wolontariat, kiedy w 2008 r. przeprowadziła się do Stanów Zjednoczonych. Wraz ze swoimi amerykańskimi przyjaciółmi pomagała ofiarom huraganu Sandy, który przeszedł przez Nowy Jork. Gotowość do pomocy Ukrainie tłumaczy tym, jak rozwinięta jest działalność charytatywna wśród Amerykanów, którzy już w wieku szkolnym na różne sposoby angażują się w wolontariat, co kontynuują w dorosłym życiu. Na przykład większość strażaków w USA to ochotnicy:

— Dzieci dorastają, patrzą, jak ich rodzice angażują się w wolontariat, i po prostu staje się to częścią ich życia. Jest praca, jest rodzina, ale trzeba też coś zrobić dla swojej wspólnoty.

Taką samą gotowość do wzajemnej pomocy, tylko że na międzynarodową skalę, Szypowycz widzi w okazywaniu przez zwykłych Amerykanów wsparcia Ukraińcom:

— Kiedy widzą niesprawiedliwość, ruszają z pomocą.

Jej zdaniem doświadczenia ukraińskie i amerykańskie różnią się tym, że w Stanach wysiłki skierowane są na lokalną społeczność – moje miasto, moja dzielnica, moja ulica – podczas gdy w Ukrainie, w związku z wrogiem zewnętrznym, mówi się o procesach o zasięgu państwowym. Podkreśla, że ​​od 2014 r., w okresach względnego spokoju, negocjacji i prób zawierania porozumień z Rosją, widać było, jak Ukraińcy zaczęli przekierowywać swoje wysiłki na lokalne grupy:

— W spokojnych czasach dbamy o swój dom, swoje podwórko, swoje miasto. A kiedy nadchodzi niebezpieczeństwo, jednoczymy się przeciwko wspólnemu wrogowi.

Logistyka i ewakuacja ludności cywilnej

Od czasów Rewolucji Godności i wojny rosyjsko-ukraińskiej na wschodzie Ukrainy organizacja Razom for Ukraine tworzyła logistyczne procedury dostarczania pomocy Ukrainie, które musiały jednak zostać zrewidowane po rozpoczęciu pełnowymiarowej inwazji, opowiada Lubow Szypowycz:

— Przed wojną pływały tu statki, latały samoloty, a teraz stało się jasne, że trzeba szukać połączeń przez inne kraje.

Żaden z pracowników fundacji nie był ekspertem do spraw logistyki wojskowej. O pomoc zwrócono się do czołowych specjalistów, ale ci mówili o logistyce cywilnej, która nie miała prawa obowiązywać z powodu zamkniętego nieba, zablokowanych portów i wysadzonych mostów. Brak zrozumienia przez ekspertów tego, jak postępować podczas wojny, można wytłumaczyć faktem, że ostatni duży konflikt zbrojny miał miejsce w Europie w połowie ubiegłego wieku:

— Nikt na świecie, poza Rosją, nie przygotowywał się do wojny lądowej na taką skalę.

Musieliśmy opracować nowe procedury i mechanizmy, uwzględnić specyfikę zakupów w różnych krajach, konkurować z kupcami z Rosji i Białorusi. Teraz fundacja ma własny system ERP do zarządzania magazynem, w tym m.in. dostawami, realizacją zamówień i wysyłką. Dzięki automatyzacji menedżerowie mogą zobaczyć, kiedy ładunek został dostarczony, otrzymać dokumenty, potwierdzenia i zdjęcia z momentu dostawy. Wszystkie procesy są na bieżąco korygowane. Po zwycięstwie zespół będzie mógł uczyć logistyki wojskowej inne kraje, twierdzi Lubow Szypowycz. Postęp prac organizacyjnych w porównaniu do lutego 2022 r. ocenia ona tak, że jest duża różnica między tym, co jest teraz, a tym, co było na początku, ale procesy są wciąż usprawniane.

System ERP
Enterprise Resource Planning System – system planowania zasobów w przedsiębiorstwie.

— Sprawdzamy, co możemy zoptymalizować, na czym zaoszczędzić, z kim nawiązać partnerstwo, komu jesteśmy przydatni, co dokładnie i w jaki sposób możemy dostarczyć, co jest pilniejsze, a co mniej.

Obecnie organizacja ma oddziały w czterech krajach: Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Polsce i Ukrainie. Ukraiński zespół magazynowy przyjmuje ładunek, sortuje go i co dwa dni załadowuje nim dwa lub trzy samochody. Według Witalija Swiczyńskiego, kierownika działu logistyki, w trasie jest stale dziesięć pojazdów: dziewięć autobusów i jedna ciężarówka (stan na lato 2022 r.):

— Nie ma sensu przeładowywać [towaru – przyp.red.] z naszego magazynu do magazynów Sił Zbrojnych. Zamiast tego pokonujemy tysiące kilometrów, ale jesteśmy pewni, że wszystko od razu trafia do użytku.

Witalij Swiczyńskyj nie tylko koordynuje pracę specjalistów do spraw transportu, lecz także sam dostarcza towary, a na początku inwazji ewakuował ludzi z miast na linii frontu do bezpieczniejszych regionów. Dołączył do zespołu Razom for Ukraine, ponieważ fundacja pomogła jego rodzinie zebrać 2 miliony dolarów na lek dla syna chorego na SMA:

Rdzeniowy zanik mięśni (SMA)
Rzadka choroba genetyczna, która powoduje stopniową i nieodwracalną utratę zdolności do poruszania się, a z czasem – oddychania. Leczenie SMA jest już możliwe, jednak bardzo kosztowne.

— Nasza inicjatywa zbierania funduszy początkowo nazywała się „Dima, zdążymy” (tak ma na imię mój syn), a następnie została przemianowana na „Dzieci, zdążymy”. Organizacja Razom for Ukraine była aktywnym partnerem tego ogólnoukraińskiego ruchu społecznego.

Wraz z początkiem pełnowymiarowej inwazji projekt „Dzieci, zdążymy” przekształcił się w akcję ewakuacyjną, jako że dzieci z SMA wymagają leczenia i specjalnego żywienia. Wraz z wybuchem wojny nie była to już kwestia komfortu, ale życia. Z pomocą przyszła polska Fundacja SMA, która zaopiekowała się większością ewakuowanych dzieci.

W pierwszych dniach inwazji Witalij Swiczyńskyj zawiózł swoją rodzinę na zachód Ukrainy, a sam udał się do Krzywego Rogu, aby ewakuować do Polski chorą na SMA Alisę Szewczyk i jej matkę Hałynę. O pomoc zaczęły prosić kolejne rodziny, więc przez większą część marca mężczyzna pomagał kobietom z dziećmi oraz osobom starszym z Siewierodoniecka, Bachmutu, Soledaru, Słowiańska, Charkowa i okolic Chersonia. Najpierw jeździł samochodem osobowym, potem autobusem. W sumie Witalij Swiczyńskyj zdołał ewakuować ponad pięćset osób.

— Większą połowę marca zajmowaliśmy się tylko ewakuacją, a potem zaczęliśmy dostarczać też pomoc humanitarną.

Przez pewien czas grupa działała według schematu: z miejsca, dokąd dostarczano ładunek, ewakuowano ludzi, tak aby pomagać w jak największym stopniu. Swiczyńskyj wspomina, że kierowcy jeździli czasem z ogromną prędkością, bo od tego zależało ich życie. Trasy były trudne ze względu na wysadzone mosty i niebezpieczeństwo wkroczenia w strefę działań wojennych, więc musiały być bardzo dokładnie przemyślane. Kierowcy, gdy zbliżali się do linii frontu, zakładali kamizelki kuloodporne, ponieważ dobrze rozumieli stopień zagrożenia życia:

— Nie raz się zdarzyło, że byliśmy w jakimś punkcie, a w ciągu godziny lub dwóch od naszego odjazdu został on całkowicie zniszczony.

Organizacja zatrudnia 14 kierowców (stan na lato 2022 r.). Jeżdżą w dwie osoby – drugi kierowca pełni rolę ekspedytora, czyli uzgadnia miejsce spotkania z wojskiem, odpowiada za dokumenty. Często spędzają w drodze po 14 godzin. Kolega pilnuje, żeby kierowca nie zasnął, a w razie czego może pomóc.

— Dla nas, wszystkich poborowych, to jest dług wobec państwa, który musimy spłacić. Działamy w zakresie dostaw i zaopatrzenia. Trzeba będzie iść na front – pójdziemy.

W ciągu czterech miesięcy Witalij Swiczyńskyj i jego brat, według własnych obliczeń, przejechali 80 tys. kilometrów. Po drodze nocowali gdzie się dało: w hotelach, u obcych ludzi, a nawet w kościołach. Teraz próbują przed nocą dotrzeć do Dnipra i jadą bez przerwy, żeby następnego dnia udać się do kolejnych zaplanowanych miejsc, a wieczorem wrócić do miasta.

— Teraz oczywiście znamy Donbas od podszewki – wszystkie punkty, przez które możemy przejechać, skróty – więc coraz lepiej planujemy. Dlatego też obecnie pracujemy efektywniej.

Medycyna

Kontuzji i poważnych obrażeń na wojnie nie da się uniknąć, dlatego konieczne jest zrobienie wszystkiego, co możliwe, aby żołnierze i medycy mieli niezbędne środki do ratowania życia. Apteczki dostarczane ukraińskim żołnierzom i medykom wojskowym przez Razom for Ukraine mają wyłącznie certyfikowane wyposażenie, w tym opaski uciskowe, wśród których są zagraniczne SOF, TMT, CAT, SAM i ukraińskie Sicz. Opaska uciskowa bez certyfikatu nazywana jest ruletką – zadziała albo nie, więc daje tylko iluzję bezpieczeństwa. Najsłabszym punktem niecertyfikowanych opasek zwykle jest uchwyt, który może się poluzować i spowodować krwawienie u poszkodowanego – tłumaczy Ewelina Kurileć, dyrektorka wykonawcza fundacji. Organizacja chce mieć pewność co do każdej apteczki wysyłanej na front, dlatego stawia jasne wymagania co do jej zawartości. Muszą w niej być m.in. bandaże, opaski uciskowe, plastry, rękawiczki, igły dekompresyjne, rurki nosowo-gardłowe, nożyczki, koce termiczne i opatrunki okluzyjne:

— Sami sprawdziliśmy, spakowaliśmy, więc wiemy, że to dobra apteczka, która, daj Boże, nie będzie potrzebna, a jeśli tak, to może uratować życie.

Oprócz niezbędnych przedmiotów organizacja stara się też dołączać do apteczek rysunki dzieci. Wolontariusze opowiadają, że to właśnie za nie wojskowi w swoich fotorelacjach dziękują najbardziej.

Każda apteczka jest opatrzona kodem QR, za pomocą którego można obejrzeć krótkie wideo objaśniające sposób korzystania z każdego z elementów. Wolontariusze mają powód do radości: działa swoisty „marketing szeptany”, a wojskowi chwalą wyposażenie apteczek i radzą swoim towarzyszom, by zwracali się do Razom for Ukraine.

Osobno kompletowane są plecaki dla medyków wojskowych, które różnią się od apteczek nie tylko swoją wielkością czy liczbą opasek uciskowych i plastrów, lecz także wyposażeniem w zestaw narzędzi przeznaczonych dla osób z wykształceniem medycznym lub po odpowiednich kursach.

W związku z obciążeniem placówek medycznych przyjmujących rannych Razom for Ukraine zajmuje się również medycyną szpitalną. Kupuje zarówno leki, jak i sprzęt. Na przykład medycy często proszą o tzw. monitor pacjenta, który pomaga oceniać stan rannych i odciąża w ten sposób personel.

Monitor pacjenta
Specjalny wyrób medyczny do monitorowania i kontrolowania funkcji życiowych pacjentów.

Sama apteczka może nie wystarczyć do pomocy, dlatego wolontariusze uruchomili też szkolenia z medycyny taktycznej, a we współpracy ze Smart Medical Aid rozpoczęli projekt „Uruchomimy razem serca”. Jego celem, realizowanym przez szkolenia oraz kampanię edukacyjną, jest popularyzacja wśród ludności wiedzy na temat prowadzenia resuscytacji krążeniowo-oddechowej.

Ze względu na założenie szybkiego reagowania w warunkach pełnowymiarowej wojny wiele wcześniejszych projektów organizacji musiało zostać zawieszonych, ale – jak twierdzi Ewelina Kurileć – nie pozostały one niezauważone. Jedną z najbardziej udanych inicjatyw zrealizowanych przed pełnoskalową wojną był program Co-Pilot, w ramach którego amerykańscy neurochirurdzy uczyli swoich ukraińskich kolegów wykonywania operacji, jakich wcześniej w Ukrainie nie przeprowadzano. Jednym z tematów było na przykład leczenie operacyjne epilepsji:

— Cieszymy się, bo nasza praca i jej efekty są widoczne nawet po wstrzymaniu projektu. Lekarz, który nauczył się wykonywać określony rodzaj operacji, dalej wykorzystuje nabyte umiejętności.

Uczestnikiem programu był neurochirurg Mychajło Łowha, który współpracował w Ukrainie z nowojorskim neurochirurgiem Luke’iem Tomyczem i odbył staż w Stanach Zjednoczonych. Na 24 lutego Mychajło miał zaplanowaną operację, jednak dzień w Łucku, gdzie wtedy mieszkał, zaczął się od wybuchów. Odwołano zabiegi, wprowadzono tryb rezydencjalny dla personelu i rozpoczęto przygotowania na ewentualne masowe przyjęcia. Mychajło napisał do wszystkich znanych mu neurochirurgów dziecięcych z różnych krajów, aby poinformować ich o tym, co się dzieje. Później kierował chirurgią dziecięcą w szpitalu we Lwowie.

— Teraz wydaje nam się, że mamy tylko jednego wroga, ale w rzeczywistości istnieje mnóstwo innych problemów, które należy rozwiązać. Od początku wojny choroby nie zniknęły.

Oddział zajmuje się rannymi dziećmi z uszkodzeniami mózgu i rdzenia kręgowego, jednak dotychczasowe schorzenia też trzeba dalej leczyć, a nie wszyscy pacjenci wyjeżdżają za granicę – niektórzy nie mogą, niektórzy nie chcą i wolą zostać z rodziną, opowiada Mychajło Łowha:

— Nigdy nie wylegiwaliśmy się na kanapie, ale ostatnio zaczęliśmy pracować jeszcze ciężej.

Zespół Razom for Ukraine marzy o stworzeniu dziecięcego centrum leczenia epilepsji zatrudniającego lekarzy, którzy wiedzą już nie tylko, jak diagnozować, ale też jak operować i wyleczyć pacjenta z taką przypadłością:

— Naszym celem jest jak największa poprawa jakości życia każdego z naszych dzieci lub, jeśli jest taka możliwość, całkowite ich wyleczenie.

Mychajło uważa, że na przestrzeni miesięcy pełnowymiarowej wojny w społeczeństwie ukraińskim zaszły pozytywne zmiany. Ludzie zrozumieli, że ostatecznie liczy się to, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem, a ponadto się zjednoczyli:

— Myślę, że wstrząsnęło to tymi, którzy jeszcze nie byli wstrząśnięci, jeśli można tak to ująć. To nasza wielowiekowa wojna, nasza konfrontacja. Któreś pokolenie musi z tym skończyć. Moim zdaniem nasze pokolenie jest na to najlepiej przygotowane.

Ośrodki wsparcia psychologicznego

Wojna spowodowała w życiu Ukraińców wiele bólu, trudnych zmian i strat. Osoby, które wcześniej nie zwracały się do psychologów, teraz często potrzebują profesjonalnej konsultacji. Razom for Ukraine zakłada, że pierwsza pomoc w problemach ze zdrowiem psychicznym, jak i w przypadku urazów fizycznych. Dlatego też postanowiono nie czekać do końca wojny i wspólnie z Fundacją Rockefellera uruchomić program Razem z Tobą. Ewelina Kurileć opowiada, że pomysł zrodził się dawno temu i długo myślano nad jego realizacją. Obecnie działają trzy poradnie psychologiczne: dwie we Lwowie i jedna w Iwano-Frankiwsku.

— Wewnętrznie przesiedlone osoby, matki, których synowie są na froncie, żony, bliscy tych, z którymi brak kontaktu, mają możliwość porozmawiać i otrzymać wsparcie.

Bezpłatne sesje odbywają się offline w dwóch formatach: grupowym i indywidualnym. Jest pokój zabaw, aby matki mogły spokojnie porozmawiać z psychologiem i nie martwić się o swoje dzieci. Czasami dzieci rysują na zajęciach grupowych – opowiada Ewelina:

— Na podstawie tych rysunków psycholog może ocenić stan dziecka, a następnie są one są pakowane do naszych apteczek. To tak zwany cykl dobroci.

Zaletą zajęć grupowych, zdaniem Eweliny Kurileć, jest możliwość wysłuchania przez uczestników różnych opinii, poznania się i wzajemnej komunikacji:

— Nawet matki, które straciły dzieci (co jest okropne!) wspierają się nawzajem w przestrzeni tego ośrodka.

W placówkach pracują specjaliści z odpowiednim wykształceniem i doświadczeniem. Jedną z nich jest Julia Burda, neuropsycholog prowadząca we Lwowie ośrodek rozwoju „Wierzę w Ciebie” dla dzieci niepełnosprawnych:

— Pracujemy z nastolatkami i dziećmi, które niestety doświadczyły ataków rakietowych oraz bombowych, i pomagamy im odbudować życie w takim stopniu, jaki jest możliwy tutaj w Ukrainie.

Julia przyznaje, że wsparcia szukają nie tylko osoby, które straciły domy, ale także firmy, które nie chcą opuszczać Ukrainy:

— Nadal planują robić coś tutaj, w Ukrainie, bo najważniejsze jest dla nich, żeby być w domu. I bardzo potrzebują takiej pomocnej dłoni, wsparcia.

Julia namawia do szukania profesjonalnej pomocy i nieignorowania stanu, w którym trudno poradzić sobie z emocjami. Praca psychologów różni się teraz od działalności w czasach pokoju, bo perspektywa przyszłości jest zupełnie inna. Nikt nie wie, gdzie może wylądować następny pocisk.

— Nie wiemy, jak długo będziemy żyć, może godzinę, może kolejne 10–20–30 lat. Ale ja wiem na pewno, że chcę przeżyć ten czas jako osoba szczęśliwa, z uśmiechem, a nie we łzach. Ten czas nauczył też wiele osób nie przywiązywać się do swojego mieszkania.

Ewelina Kurileć mówi, że przestała śledzić kanały informacyjne, bo pamięta uczucie z pierwszych dni, kiedy przez całą dobę pojawiały się negatywne wiadomości o wydarzeniach, na które nie miało się wpływu. Włączenie się w pracę organizacji pomogło jej zrozumieć swoje mocne strony i skupić się na konkretnych zadaniach: ewakuacji danej osoby, dostarczeniu szpitalowi niezbędnych lekarstw lub sprzętu czy zaplanowaniu drogi ucieczki:

— Jestem Ukrainką, jestem matką, jestem na własnym froncie. On daje mi siłę, by iść dalej, wierzyć w przyszłość, robić plany.

Wiara w zwycięstwo i myśli o przyszłości córki, która będzie mieszkała w Ukrainie, pomagają Ewelinie Kurileć się nie poddawać:

— Życie pod Rosją… Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać. To jest gorsze niż piekło. Nie chcę takiej przyszłości dla mojej córki, zrobię wszystko, co możliwe i niemożliwe, aby do tego nie dopuścić.

Dla Kurileć kluczowe jest poczucie przynależności społecznej, dzięki której nawet niezwykle trudny problem można rozwiązać podczas zaledwie kilku rozmów telefonicznych. Uważa, że ​​każda pomoc jest niezbędna: ktoś opiekuje się sąsiadami, ktoś kupuje żołnierzowi kamizelkę kuloodporną, ktoś inny segreguje lekarstwa.

— I to jest bardzo ważne, to sprawia, że jesteśmy, kim jesteśmy – Ukraińcami, którym nie jest wszystko jedno, którzy trzymają się razem. Taka więź jest istotna, pomaga nam jakoś przetrwać i pozostać Ukrainą. To właśnie doprowadzi nas do zwycięstwa.

Razem do zwycięstwa

Mimo że wiele projektów Razom for Ukraine jest obecnie wstrzymanych, a wysiłek zespołu koncentruje się na walce ze skutkami rosyjskiej agresji i na pomocy armii ukraińskiej, rzecznictwo Ukrainy w Stanach Zjednoczonych pozostaje priorytetem. Zespół zbudował sieć kontaktów z działaczami publicznymi i urzędnikami w obu krajach, aby mieć pewność, że poziom poparcia dla Ukrainy nie spadnie, a znaczenie jej bezpieczeństwa stanie się jasne dla światowej społeczności. Lubow Szypowycz przekonuje:

— Imperia się nie zatrzymują. Kiedy świat zignorował Krym, był to sygnał dla Rosji, że może iść dalej. To taki osiłek, który rozumie tylko pięść, żadne inne argumenty do niego nie trafiają. Bardzo ważne, aby świat zdał sobie sprawę z tego, że negocjacje nie rozwiążą problemu, trzeba to zatrzymać ostro, siłą. Pokazać, gdzie jest granica, której nie należy przekraczać.

Według Eweliny Kurileć przesłaniem Ukraińców dla społeczności światowej jest to, że nie prosimy o „rybę”, tylko o „wędkę”. Ukraińcy biorą na siebie odpowiedzialność i ryzykują tym, co najcenniejsze – życiem. Nie ma miejsca na półśrodki, jest tylko czerń i biel, kiedy Rosja pozwala sobie zrównywać z ziemią spokojne miasta, zrzucać bomby na przedszkola i szpitale położnicze.

Po zwycięstwie fundacja planuje pracować z weteranami wojennymi i włączyć się w odbudowę państwa. Lubow Szypowycz chce widzieć Ukrainę jako niezależny, silny, sprawny ekonomicznie europejski kraj:

— Myślę, że po zwycięstwie pracy będzie jeszcze więcej.

Jej zdaniem wiara Ukraińców w siebie, swoją siłę i umiejętność wygrywania pomaga im w dalszej walce:

— Społeczeństwo już się zmieniło, po tym jak Ukraina nie upadła w trzy dni. Taki koniec wielu przewidywało, nawet wśród naszych zachodnich partnerów. Uważam, że nastąpił punkt zwrotny dla Ukraińców, wskutek czego uwierzyli oni w siebie.

Dopóki trwa wojna, dopóty Razom for Ukraine będzie wspierać armię. Lubow jest przekonana, że każdy powinien w miarę możliwości zaangażować się już teraz: opanować medycynę taktyczną, przejść podstawowe szkolenie wojskowe i z wyprzedzeniem zakupić amunicję, aby w razie potrzeby stanąć w obronie kraju:

— Nasz główny cel jest taki sam, jak wszystkich Ukraińców i całego cywilizowanego świata: zatrzymać wroga, odzyskać terytoria. Jako organizacja nie możemy dostarczać broni czy walczyć, ale możemy włączyć się w zapewnianie środków tym, którzy nas chronią.

Nad materiałem pracowali

Założyciel Ukrainera:

Bohdan Łohwynenko

Autorka:

Sofia Kotowycz

Redaktorka naczelna:

Ania Jabłuczna

Redaktorka:

Kateryna Łehka

Fotograf:

Petro Czekal

Redaktor zdjęć,

Fotograf:

Jurij Stefaniak

Transkryptor:

Witalij Krawczenko

Menadżerka treści:

Olha Szełenko

Tłumaczka:

Ivanna Andriichuk

Redaktorka tłumaczenia:

Alicja Straburzyńska

Śledź ekspedycję