Kto poddał Chersoń? Jak naprawdę wyglądały walki o południe Ukrainy

Share this...
Facebook
Twitter

Chersoń, jak i całe południe Ukrainy, jako jeden z pierwszych przyjął uderzenie armii rosyjskiej, a w momencie publikacji tego materiału pozostaje pod tymczasową kontrolą okupantów już od ponad siedmiu miesięcy.

Ukraїner dokumentuje historię heroicznego sprzeciwu mieszkańców Chersonia, którzy nie poddają się, nawet pomimo zbrojnego tłumienia ich pokojowych protestów przeciwko władzy okupacyjnej. Miejscowi robią co w ich mocy, aby nie pozwolić Federacji Rosyjskiej na zajęcie ich miasta zgodnie ze strategią, którą państwo-agresor już niejednokrotnie wykorzystywało celem przywłaszczenia sobie cudzych ziem.

W tym materiale przypominamy, jak rozwijały się wydarzenia w Chersoniu i okolicznych wioskach, poczynając od 24 lutego, i w jaki sposób południe Ukrainy stawia opór.

Terytorium stepów czarnomorskich, pomiędzy Dniestrem na zachodzie, a środkowym biegiem Wołgi na wschodzie, nazywano kiedyś Dzikimi Polami. Życie biegło tam swoim specyficznym, stepowym rytmem. Aż do ostatniej ćwierci XVIII w. była to przestrzeń zamieszkiwana jedynie przez ludy koczownicze – Tatarów Krymskich i Kozaków Zaporoskich, którzy stopniowo ją zagospodarowywali.

Już wtedy Imperium Rosyjskie w pełni realizowało swoje chciwe zamiary dotyczące cudzych ziem. W XVIII w., po wygraniu wojny rosyjsko-tureckiej, dokonało aneksji Półwyspu Krymskiego. Ponadto stworzyło plan wymiany struktury etnicznej mieszkańców Chanatu Krymskiego, który wówczas zajmował terytorium dwóch południowych regionów współczesnej Ukrainy: Tawrii i Nadczarnomorza. W tamtym okresie Imperium Rosyjskie miało dwa cele: „osłabić” tożsamość lokalną mieszkańców Przyazowia i Tawrii (jednak ze względu na wyczerpanie zasobów ludzkich w wyniku wojny, carska Rosja po prostu nie miała kogo tam osiedlić) oraz ostatecznie wypędzić stamtąd Kozaków (Katarzyna II zlikwidowała Sicz Zaporoską w 1775 r.). W ten sposób Grecy, Ormianie, Gruzini i Bułgarzy z Krymu znaleźli się w Przyazowiu i Tawrii, gdzie zaczęli żyć razem z częścią Kozaków Zaporoskich.

Rozległe tereny ówczesnych Przyazowia, Nadczarnomorza i Tawrii, Imperium Rosyjskie określało mianem guberni taurydzkiej lub Noworosją. Taki twór istniał od początku XIX do pierwszej połowy XX w. i przez cały ten czas Rosjanie nie ustawali w staraniach, aby zakorzenić pewne niedorzeczne mity tak na jego temat, jak i na temat samych Ukraińców. Głosili na przykład, że zagospodarowanie ziem stepowych nastąpiło właśnie dzięki Imperium Rosyjskiemu, które ponadto „wyzwoliło” krymskich chrześcijan spod wpływu islamu.

220 lat – właśnie po takim czasie rosyjscy okupanci, którzy w 2022 r. wdarli się na terytorium Ukrainy przez Krym, ponownie wyciągają mapę guberni taurydzkiej. Zdaje się, że albo nie wiedzą, albo cudownie zapomnieli, że Ukraińcy, z którymi przyjdzie im się zmierzyć, są narodem tak bardzo kochającym wolność.

Do wielkiej inwazji

2014 r. okazał się przełomowym dla całej Ukrainy z powodu inwazji Federacji Rosyjskiej na ziemie wschodnie, okupacji Krymu i Rewolucji godności. Tawria i Nadczarnomorze również zostały ciężko doświadczone. Najważniejszymi w kontekście walki o proeuropejski kurs rozwoju Ukrainy stały się wydarzenia poprzedzające Rewolucję godności. Były to: „marsz” na biuro prorosyjskiej Partii Regionów; zorganizowany przez miejscową władzę „Antymajdan” (zjawisko społeczne stojące w opozycji do Rewolucji godności, która potocznie nazywana jest również „Majdanem”, „Euromajdanem” — przyp.red.), na który pod „dobrowolnym przymusem” zaganiano
pracowników instytucji budżetowych; próba przejęcia przez separatystów siedziby chersońskiej państwowej administracji obwodowej odparta przez miejscową samoobronę oraz wybór nowego mera – Wołodymyra Mykołajenki. Nawiasem mówiąc, 8 lat później Wołodymyr Mykołajenko został wzięty do niewoli przez rosyjskich okupantów, jednak podczas nagrania dla kanału „Izwiestija” wyraził swoją proukraińską pozycję, nazywając Romana Szuchewycza bohaterem. Plan utworzenia z obwodu chersońskiego Noworosji i przyłączenia jej do FR pod hasłem „ruskiego miru” nie powiódł się. Wykonanego z brązu Lenina, stojącego na placu Wolności w centrum Chersonia, zastąpił pomnik Bohaterów Niebiańskiej Sotni, a mieszkańcy kolejne lata spędzili jak zwykle: rozwijali małe i średnie biznesy, zbierali plony, rozbudowywali infrastrukturę i turystykę lokalną, zajmowali się sztuką. Jednak teraz ich region sąsiadował nie z wolnym, ale z tymczasowo okupowanym Krymem.

22- 23 lutego. Zbierają się czarne chmury

Na punkcie kontrolnym „Czonhar”, znajdującym się na granicy administracyjnej z Krymem, można było usłyszeć wystrzały artyleryjskie i zobaczyć migoczące światła od strony półwyspu. Jak się później okazało, w ten sposób rosyjscy pogranicznicy chcieli „ostrzec” ukraińskich, że ci powinni opuścić swoje pozycje.

Ruch w punkcie kontrolnym został wstrzymany przez FR bez podania przyczyny. Rosyjskie wyrzutnie rakietowe i działa samobieżne zmierzały na kontynentalną część Ukrainy.

24 lutego. Pełnoskalowa wojna

3:45 – wróg rozpoczął jednoczesny ruch przez punkty kontrolne „Kałanczak” i „Czonhar”. Jako pierwsi do walki przystąpili obrońcy na południu, wśród nich 59. Samodzielna Brygada Piechoty Zmotoryzowanej im. Jakowa Handziuka, służby graniczne, wywiad i inne jednostki Sił Zbrojnych Ukrainy.

Przybliżony czas dalszego rozwoju wydarzeń:

6:20 – wojsko rosyjskie przeprowadziło atak rakietowy na międzynarodowe lotnisko „Chersoń” (wieś Czornobajiwka);

9:29 – walki w miejscowościach Wełyki Kopani i Iwanowo;

11:30 – most Antonowski – desant wojsk rosyjskich, rozpoczęły się walki o most (południowo-wschodnia granica Chersonia).

Jeden z mieszkańców (imienia nie podano ze względów bezpieczeństwa) opowiada:

— Wyszedłem z domu, żeby odwiedzić matkę. Rowerem dojechałem do zakrętu i w tym momencie, na wysokości słupów wysokiego napięcia, przeleciało nade mną 5 rosyjskich helikopterów. W oddali słychać było samoloty, grzmiały działa artyleryjskie. Wróciłem się do domu, bo było strasznie i w ogóle nie wiedziałem, co będzie dalej. Na niebie co chwilę pojawiały się kolejne samoloty.

25-28 lutego. Atak

Przez kilka następnych dni miejscowość Antoniwka znajdowała się pod ciągłym ostrzałem rosyjskim, a walki o most Antonowski nie słabły, podobnie jak walki na trasie prowadzącej na Krym. Most wielokrotnie przechodził spod kontroli jednej strony do drugiej. Dzięki nadludzkim wysiłkom obrońców Chersonia i okolicznych terenów, udało się utrzymać go do 28 lutego, kiedy to ostatecznie trafił pod kontrolę najeźdźców.

Wielu okupantów zostało zlikwidowanych pod miastem Ołeszki. Trwały walki o Nową Kachowkę. Miejscową elektrownię wodną kontrolowały to Siły Zbrojne Ukrainy, to znów okupanci. Pod okupację trafił położony na wschodzie Henicześk; wojska rosyjskie posuwały się w stronę Berdiańska.

01-04 marca. Rosyjski terror

1 marca wojska rosyjskie wkroczyły do Chersonia i Nowej Kachowki. Ostatnią próbę zatrzymania okupantów przeprowadziła obrona terytorialna Chersonia. Mężczyźni, pozbawieni jakiejkolwiek broni oprócz jednego granatnika przeciwpancernego i koktajli Mołotowa, wyszli naprzeciw kolumny czołgów okupanta. Niestety, wszyscy z nich zginęli w Liliowym Parku (nazywanym też parkiem Nafciarzy). Pamięć o nich odegra bardzo ważną rolę w dalszym sprzeciwie regionu – ich ofiara nie była daremna.

Rosyjscy wojskowi działają bardzo brutalnie: ostrzeliwują dzielnice mieszkaniowe, rozstrzeliwują ludzi na ulicach, przed wejściami do sklepów umieszczają miny-pułapki, zabijają każdego, kto wydaje im się podejrzany.

Bojownicy Sił Zbrojnych Ukrainy zmuszeni byli wycofać się z miasta, aby ratować życie wojskowych i cywilów. Okupanci złożyli wizytę w radzie miejskiej i pozwolili na funkcjonowanie ratusza tylko na określonych przez nich warunkach dotyczących współistnienia mieszkańców miasta i rosyjskich wojskowych. Chodziło m.in. o ograniczenie ruchu samochodów i bezwzględne prawo do kontroli zawartości bagażnika; mieszkańcom zabroniono poruszania się w grupie większej niż 2 osoby, a wojskowi mogli zatrzymać każdego. Mer miasta Ihor Kołychajew zmuszony był przystać na warunki okupantów, którzy jednak nie dotrzymali swoich obietnic i rozpoczęli blokadę humanitarną.

Po zdobyciu miejscowej wieży telewizyjnej, zamiast ukraińskich kanałów, zaczęły się transmisje rosyjskiej propagandy. Najeźdźcy byli przekonani, że to najlepszy sposób, aby zmusić ludzi do przyjęcia ich wersji wydarzeń. Tego dnia na kilka godzin zniknął zasięg telefonii komórkowej. Jak się okazało, w tym czasie okupanci kręcili dla swojej telewizji materiał o dostarczaniu pomocy humanitarnej mieszkańcom Chersonia. Jednak ci, nie zgadzając się na to, zaczęli protestować, nawet pomimo braku możliwości komunikacji – pojedynczych chętnych do otrzymania pokazowej pomocy odganiali od ciężarówek stojących na głównym placu. Propagandowe nagranie nie udało się.

5 marca. Protest mieszkańców Chersonia

Po spontanicznym pokojowym proteście przeciwko rosyjskiej pomocy humanitarnej i przywróceniu zasięgu, mieszkańcy Chersonia dokonali rzeczy heroicznej. Nie zważając na bezpośrednie zagrożenie życia i zdrowia, zorganizowali się i tłumnie wyszli na akcję przeciwko okupacyjnej władzy. Nieśli flagi, krzyczeli „Do domu!”, „Chwała Ukrainie!”, śpiewali ukraiński hymn i gołymi rękami odpychali rosyjski sprzęt wojskowy. Pokazali całemu światu, że nie mają zamiaru się poddawać i czekać na dobrą wolę okupantów.

Właśnie ten pierwszy wielki protest był początkiem fali demonstracji w pozostałych, tymczasowo okupowanych miastach i wsiach regionu: Melitopolu, Henicześku, Berdiańsku, Tokmaku, Nowej Kachowce, Berysławiu, Ołeszkach, Skadowśku i innych. Był to impuls, który z niezbyt aktywnego niegdyś regionu, uczynił ośrodek potężnego oporu – dosłownego i informacyjnego. Zdjęcie mieszkańca Chersonia, który z flagą Ukrainy rzucił się na transporter opancerzony wroga, obiegło cały świat.

6-21 marca. Koniec cierpienia

Życie mieszkańców Chersonia dalej toczyło się pod hasłem Vive la Resistance! (z fr. „niech żyje opór”). Pomimo strachu i świadomości, że Siły Zbrojne wciąż jeszcze nie mogą przystąpić do kontrataku, kontynuowali niemal codzienne protesty. Coraz częściej znikali ludzie. „Pakowali” ich do samochodów na ulicach albo przychodzili nocą do ich domów i zabierali „na rozmowę”. Tak było z dziennikarzami, uczestnikami ATO, policjantami i wolontariuszami. Wśród nich znalazł się również kapłan cerkwi Najświętszej Bogurodzicy, Serhij Czudynowycz (ojciec Serhij), który opłakiwał zmarłych w Liliowym Parku.

Początkowo ojciec Serhij opowiadał, że rosyjscy wojskowi traktowali go normalnie. Dopiero po ewakuacji wyjaśnił, że mówienie prawdy było wówczas niebezpieczne – tak naprawdę był bity, grozili mu i zmuszali do współpracy.

Stosując metodę „kija i marchewki” okupanci przeszli od przymusu i zastraszania do znanej już roli „wyzwolicieli” — oferowali mieszkańcom Chersonia pomoc humanitarną i leki, mimo że przecież sami wprowadzili blokadę regionu. Oprócz tego stale przypominali Ukraińcom, że ci niby zostali „porzuceni”, a Chersoń i otaczające go wioski nie są już potrzebne „władzy w Kijowie”. Na przykład była Prokurator Generalna Autonomicznej Republiki Krymu – Natalia Pokłońska, sfotografowała się w mundurze rzekomo na terenie regionu i opowiedziała o dostarczaniu rosyjskiej pomocy humanitarnej, za której odbiór, zgodnie z jej słowami, strona ukraińska grozi podpaleniem domów.

Jednak zastraszanie nie powstrzymało mieszkańców regionu, którzy wzajemnie się wspierają – rozwożą samodzielnie pomoc, zbierają resztki w magazynach i eskortują do miejsca przeznaczenia pojedyncze transporty, które udaje się przewieźć z terenów Nadczarnomorza, Zaporoża i Podnieprza.

Zwycięzca popularnego programu telewizyjnego „Master Chef”, Pawło Serwetnyk, razem ze swoim zespołem Breadman zebrał fundusze i, dopóki była taka możliwość, charytatywnie wypiekał chleb.

Część kurczaków i jaj z największej w Europie fermy drobiu w Czornobajiwce, która wskutek rosyjskich ostrzałów została pozbawiona prądu, pracownicy rozdali ludziom, sąsiednim fermom i współpracownikom przedsiębiorstwa. Przez przestępcze działania Federacji Rosyjskiej zginęło ponad 4 mln ptaków, a ich tusze nie mogły zostać prawidłowo zutylizowane.

Фото: WSJ.

Opór miejscowych zbijał Rosjan z pantałyku. Dziennikarz z Kachowki – Ołeh Baturyn, który również przebywał w niewoli, wspomina w wywiadzie dla „Nowej gazety”:

— Po kolejnym przesłuchaniu (rosyjscy wojskowi – red.) otworzyli okno, a tam, na placu Wolności, właśnie odbywała się demonstracja, która była po prostu ogromna. Wyczułem zmieszanie tych, którzy mnie przesłuchiwali. Mówili: „Myśmy przyszli, żeby tych ludzi ochraniać, a oni chodzą i coś krzyczą”.

Rosyjscy wojskowi nie mogli moralnie znieść takiego upokorzenia i 21 marca posunęli się do ostateczności. Świadkiem tych wydarzeń stała się chersońska krytyczka sztuki, która rano szła na urodziny przyjaciela i postanowiła wejść po prezent. Przechodząc obok demonstracji, natrafiła na jej siłową pacyfikację:

— Zaczyna się strzelanina, wybuchy, włącza się syrena … Uświadamiam sobie, że muszę biec prosto do muzeum (Muzeum Sztuki Współczesnej w Chersoniu – red.) – to najbliższy punkt. Tam poznaję szczegóły wydarzeń – okupanci napisali na pomniku Bohaterów Niebiańskiej Sotni „SZU – zabójcy dzieci Donbasu”. Nasi zaczęli ścierać ten napis. Orki potraktowali ludzi granatami ogłuszającymi i gazem łzawiącym, i zaczęli strzelać. Jest jeden ranny, póki co, nie wiadomo jak poważnie. Pozostałych bili kolbami karabinów maszynowych i kopali, trójkę protestujących zabrali (według oficjalnych danych ucierpiały 4 osoby – red.). No cóż, wiedzieliśmy, że tak będzie.

Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter

21 marca – 30 kwietnia. Coraz mniej tlenu

Rosyjscy wojskowi zaczęli popadać w paranoję. Coraz częściej uciekali się do przemocy i ograniczania wolności ludzi. Kolejne pokojowe demonstracje mieszkańców Chersonia zostały ostrzelane. Protestujących, bez wyjątku, bili pałkami i używali przeciwko nim granatów ogłuszających. Okupanci przejęli budynek ratusza w Chersoniu i zdjęli z niego flagę ukraińską. Następnie wyznaczyli nowe władze obwodowe – miejscowi nazwali ich “gauleiterami” – terminem z czasów okupacji niemieckiej, którym określano przywódców jednostek administracji terytorialnej. Na nowych kierowników okupanci wybrali kolaborantów: byłego gubernatora chersońskiej rady miejskiej – Wołodymyra Saldo i, do tej pory nikomu nieznanego, Ołeksandra Kobecia. Rzecznikiem rosyjskiej władzy został Kyryło Stremousow – aktywista, który „wsławił się” swoimi prorosyjskimi i antyszczepionkowymi wypowiedziami oraz antyukraińskimi demonstracjami organizowanymi jeszcze w 2014 r., a nawet zabójstwem.

W tym czasie media podały pierwsze informacje o krwawych zbrodniach popełnionych przez rosyjskich wojskowych w Buczy, Hostomelu i Irpiniu. Utrudniło to szerzenie propagandowego mitu o „oswobadzaniu od kijowskiego reżimu”, dlatego okupanci w Chersoniu zmienili strategię. Zaczęli zachowywać się ostentacyjnie przyjaźnie i zwracać się do miejscowych: „Przecież nie robimy wam krzywdy, prawda?”. Oczywiście szanse, że mieszkańcy Chersonia się na to nabiorą, były marne.

Jednocześnie rosyjscy żołnierze zaczęli rozdawać ulotki uzasadniające ich działania i wzywające do zaprzestania oporu. Co istotne, takie drukowane materiały informacyjne wykorzystywali ich pobratymcy także w innych regionach Ukrainy.

W tym okresie znaczna część mieszkańców samodzielnie ewakuowała się z regionu do najbliższych, bezpieczniejszych obwodów – jedni własnym transportem, a inni chociażby na piechotę. Ludzie nie mogli już dłużej pozostawać bez pieniędzy, chcieli żyć spokojnie i pracować bez obawy przed ciągłymi ostrzałami i ograniczeniami wolności. Brak prądu, wody i gazu, problemy z dostawami jedzenia i leków – właśnie taki „ruski mir” wprowadzili okupanci w Chersoniu.

Całkowicie bezpieczną (według osobistego doświadczenia autorki materiału – red.) była droga przez Krym do Gruzji i dalej do Europy. Jednak nie wszyscy odważyli się i mogli z niej skorzystać, dlatego często wybierali trasę przez Snihuriwkę na Mikołajów albo przez Dawydiw Brid na Krzywy Róg. Nie była to oficjalna droga ewakuacyjna (na czas publikacji materiału nie ogłoszono żadnego „zielonego korytarza”). Dotarcie do granicy, na której stacjonowało wojsko ukraińskie, mogło zająć 6-10 godzin, a po drodze znajdowało się ponad 10 punktów kontrolnych, zarówno ukraińskich, jak i rosyjskich.

Dla tych, którzy planowali wyjechać, różne źródła, w tym ludzie, którym udało się ewakuować, mieli następujące porady:

– wyczyścić telefon z wiadomości i zdjęć, które mogą wskazywać na proukraińską pozycję;
– na pytania, np. „dokąd jedziecie, przecież tu jest spokojnie” odpowiadać: „do babci, do miejscowości na kontrolowanym terytorium”;
– zabrać ze sobą papierosy i chipsy, które można wykorzystać jako „walutę” w rozmowach z okupantami;
– kosztowności ukryć pod jedzeniem, które odwróci uwagę okupantów;
– zakryć proukraińskie tatuaże: kobiety – te w widocznych miejscach, a mężczyźni – wszystkie (młodym mężczyznom kazano się rozbierać na punktach kontrolnych);
– schować pieniądze pod tapicerką samochodu, ale być gotowym na zapłacenie prawie 200 dolarów za przekroczenie punktu kontrolnego;
– nie krzyczeć, nie kłócić się i nie być bezczelnym wobec rosyjskich wojskowych.

Za nieprzestrzeganie tych zasad rosyjscy żołnierze okradali, bili i porywali ludzi.

Nie raz zdarzały się przypadki, że przez punkt kontrolny nie przepuszczano kolumny samochodów albo że wykorzystywano ją jako „żywą tarczę” dla przewiezienia sprzętu wojskowego.

Zdaje się, że w tamtym czasie „gauleiterzy” coraz aktywniej rozpracowywali różne sposoby zagarnięcia ziem ukraińskich; w ich mediach zaczęły się pojawiać wzmianki o referendum dotyczącym utworzenia tzw. Chersońskiej Republiki Ludowej (ChRL, nazwa utworzona przez analogię do DRL i ŁRL), referendum o przyłączeniu do Federacji Rosyjskiej, o odtworzeniu guberni taurydzkiej (która istniała w XIX-XX w.) itd. Do realizacji takiego planu niezbędni są przede wszystkim ludzie, dlatego okupanci postanowili nie wypuszczać nikogo poza granice regionu.

Zakaz opuszczania obwodu chersońskiego trwał do 11 maja. Jednocześnie na wszelkie możliwe sposoby zbierano dane paszportowe obywateli: w zamian za pomoc humanitarną, leczenie, wyjazd na okupowany Krym i jakąkolwiek inną usługę. Oprócz tego starano się zjednać sobie ludzi: do 9 maja rozwieszano plakaty z zaproszeniem na „frontowe 50 gramów i kaszę”.

Jednocześnie okupanci prowadzili nasiloną deukrainizację przestrzeni: demontowali aleję Bohaterów Niebiańskiej Sotni, herby, napisy „Ukraina”, rozwieszali rosyjskie flagi i tworzyli rosyjskie patriotyczne rysunki na murach. W tym czasie w mieście działał już ukraiński ruch partyzancki.

Pseudoreferendum w sprawie przyłączenia okupowanego obwodu chersońskiego do Rosji odbyło się w dniach 23-27 września. Według rosyjskiej propagandy za przyłączeniem opowiedziało się prawie 97% głosujących. 30 września Władimir Putin ogłosił aneksję okupowanych obwodów chersońskiego, zaporoskiego, ługańskiego oraz donieckiego. Jednak żaden cywilizowany kraj nie uznał wyników tych pseudoreferendów.

Partyzanci

Rosnące niebezpieczeństwo uniemożliwiało organizację otwartych protestów. Mieszkańcy regionu dbali głównie o przetrwanie: zdobycie żywności, lekarstw, wyrobienie dokumentów, opłacenie rachunków. Rolnicy, którzy włożyli w swoją pracę dużo wysiłku i pieniędzy, zmuszeni byli sprzedawać plony za bezcen, aby zarobić chociażby kilka groszy. Jeśli nie sprzedawaliby produktów w ten sposób, mogłyby one zostać bezpłatnie wywiezione na okupowany Krym. Część zbiorów pozostała na polu, ponieważ okupanci zmusili do tego rolników, którzy odmówili skorzystania z takiego „udogodnienia”.

Pomimo tego, poprzez tajny sprzeciw, mieszkańcy Chersonia i okolicznych wsi nie dawali okupantom odpocząć. Coraz częściej na ścianach domów pojawiały się plakaty albo rysunki z pogróżkami czy patriotycznymi hasłami, a niektórym wrogom nie było dane obudzić się kolejnego ranka. „Gauleiterzy”, po tym jak w marcu partyzanci zabili rosyjskiego kolaboranta Pawła Słobodczykowa, zaczęli poruszać się po mieście w towarzystwie ochrony i w kamizelkach kuloodpornych. W nocy, w różnych regionach miasta, pojawiały się ulotki i napisy (przykład 1, przykład 2, przykład 3), dające do zrozumienia pozostałym kolaborantom, że taki los może spotkać również ich.

Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter
Share this...
Facebook
Twitter

Listę tych, których dosięgła społeczna sprawiedliwość, dopełnili: deputowany do parlamentu Ołeksij Kowalow, założyciel organizacji społecznej „Nowa Ruś” Dmytro Sawłuczenko, mianowany przez Rosjan szef czornobajiwskiej administracji Jurij Turułow i inni zdrajcy.

W obliczu takiej reakcji Rosjanie przeszli do propagandowej „kreatywności”. Na głównym placu Chersonia zorganizowali wystawę zdjęć, które miały dowodzić winy Ukrainy w morderstwach dzieci na wschodzie przez ostatnie 8 lat i ostrzale Doniecka już w marcu 2022 r. Wystawa odbyła się w tym samym miejscu, w którym jeszcze niedawno rozganiano manifestacje, stosowano terror i wystrzeliwano rakiety w stronę Mikołajowa.

Jednak i to nie pomogło okupantom dopiąć swego – w wywiadzie dla francuskiego serwisu France24, w obecności rosyjskich wojskowych, konduktorka trolejbusu śmiało stwierdziła, że jest za Ukrainą i chce, żeby Chersoń był wolny jak dawniej. Na zebraniach nauczycieli, organizowanych przez okupantów, większość odmówiła współpracy i opuściła pomieszczenie. Poszukiwania kolaborantów, którzy mogliby zastąpić demokratycznie wybrane władze, trwały miesiącami. Czasami przywódców mianowano bez ich zgody. Na przykład w Ołeszkach tzw. nowy mer został wybrany dopiero pod koniec maja.

Pod koniec kwietnia w Chersoniu zapoczątkowano akcję bezprzemocowego sprzeciwu wobec okupantów pod nazwą „Żółta wstążka”. Wstążki żółtego koloru rozwieszano na drzewach i poręczach, przyczepiano do plecaków i ubrań, aby wyrazić swoją proukraińską pozycję i brak zgody na działania okupantów. Akcja wciąż trwa. W ten sposób mieszkańcy Chersonia wspierają się nawzajem i utrzymują linię oporu kulturowego.

Rosyjscy żołnierze znajdują swoje flagi podeptane, materiały propagandowe – zerwane, a napisy – zamalowane.

30 maja mieszkańcy Chersonia i okolicznych wsi zorientowali się, że zamiast ukraińskich sieci komórkowych, mają teraz rosyjskie. Stało się to w wyniku działania rosyjskich „specjalistów sieciowych”, którzy na ulicach oferują karty SIM w zamian za dane paszportowe, a dostawców usług internetowych zmuszają do kierowania ruchu przez Federację Rosyjską. Tego samego dnia podano przez megafony, że Ukraina rzekomo odłączyła Chersoń i pobliskie miejscowości od sieci. Jednak Ukraińcy wiedzą, kto tak naprawdę rujnuje ich miasta i wioski, celowo niszcząc infrastrukturę i dlatego mieszkańcy tymczasowo okupowanych terytoriów uczą się korzystać z VPN.

Droga do wolności

Metody okupacji stosowane przez Federację Rosyjską pozostają niezmienne już od wielu lat. Choć kolejność wydarzeń bywa różna, to cel zawsze pozostaje ten sam:

1. Wprowadzenie kontyngentu wojskowego w życie ludności cywilnej celem prowadzenia działalności dywersyjnej;
2. Szerzenie narracji pod tytułem „zostawili was”;
3. Demonstracyjne rozdawanie pomocy humanitarnej przy jednoczesnym jej blokowaniu na innych terytoriach;
4. Całkowita rusyfikacja kultury i życia codziennego;
5. Blokada ekonomiczna: zmuszanie do współpracy groźbami i pozbawianie innych sposobów na utrzymanie;
6. Wyłudzanie danych osobistych celem przeprowadzenia pseudoreferendum;
7. Zamrożenie konfliktu wewnętrznego i wykorzystywanie go do destabilizacji sytuacji.

Taką drogę przeszły wszystkie tzw. republiki ludowe, stworzone z pomocą armii rosyjskiej, począwszy od powstania Republiki Naddniestrzańskiej w 1992 r. Przypomina ona toksyczne stosunki, oparte na tłumieniu woli i niepozwalaniu ofierze na sprzeciw.

Wszystkie próby najeźdźców, aby przekonać Ukraińców na okupowanych terytoriach, że ukraińskie władze i obrońcy zostawili ich na pastwę losu, spełzają na niczym w zderzeniu z rzeczywistością. Miasta przyfrontowe (Mikołajów, Krzywy Róg, Zaporoże) organizują centra recepcyjne dla uchodźców, karmią ich, znajdują mieszkania i pomagają zaadaptować się na miejscu. Organizacje wolontariackie, np. „Kotyky-patriotyky”, ChersON, fundacja „Zachyst” i inne, kosztem nadludzkich wysiłków, dostarczają leki, produkty i środki higieniczne na teren tymczasowo okupowanego Chersonia i pobliskich miejscowości. Razem z ich mieszkańcami czekają na powrót ukraińskiej flagi na budynek ratusza w Chersoniu.

Oczywiście o wielu wydarzeniach i bohaterach dowiemy się dopiero po zwycięstwie. Tymczasem mieszkańcy południa wciąż stawiają opór okupantom, nie oddając ani jednego skrawka swojej ziemi bez walki.

Nad materiałem pracowali

Założyciel Ukrainera:

Bohdan Łohwynenko

Autorka:

Jełyzaweta Wowczenko

Redaktorka naczelna:

Ania Jabłuczna

Redaktorka:

Kateryna Łehka

Redaktor zdjęć:

Jurij Stefaniak

Menadżerka treści:

Olha Szełenko

Tłumaczka:

Katarzyna Pastuszka

Śledź ekspedycję